"Give into your dark side
I've seen the way you look at me: it feels right"
I've seen the way you look at me: it feels right"
Kilka godzin wstecz
***
- Bonnie?- zapytała niepewnie Caroline podchodząc do siedzącej tyłem brunetki. Gdy ta odwróciła się na dźwięk jej głosu Forbes nie miała wątpliwości, że właśnie odnalazła swoją dawną przyjaciółkę.
- Caroline? Co ty tu robisz?- zapytała zaskoczona wiedźma
- To samo pytanie mogłabym zadać tobie.- odpowiedziała oschle Care
- Chowam się przed burzą.- stwierdziła Bonnie ignorując agresywną postawę blondynki
- W środku Nowego Yorku?
- Tak, a czemu nie? To bardzo ładne miasto.- stwierdziła Bennett wymijająco
- No co kto lubi...- mruknęła pod nosem i mogłaby przysiąc że usłyszała cichy męski śmiech.
- Odwal się.- powiedziała znienacka Bonnie co było ogromnym błędem.
- Co proszę?!- zapytała rozwścieczona Caroline
- To nie było do ciebie.- próbowała wytłumaczyć się wiedźma, jednak Forbes już jej nie słuchała. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wróciły do niej wszystkie wspomnienia z Mistic Falls. Zachowanie Bonnie i Eleny, ich próby "pocieszania" Care, aż do wyjazdu w nieznane.
- Ty serio każesz mi się odwalić?! Po tym wszystkim co razem z Eleną żeście mi zrobiły?! Ty mała, podła, wredna...- niestety nie dane jej było dokończyć, bo Bonnie weszła jej znienacka w słowo.
- Wiem jak odczarować Rebekhę.
- Co?!-zapytała zdezorientowana Forbes.
- No wiem, nie pytaj jak i czemu bo to dość długa i pokręcona historia, ale wiem i sądzę, że ty potrzebujesz tej informacji bardziej niż ja, więc zamiast się drzeć i rozpamiętywać dawne czasy po prostu mnie do niej zaprowadź.- wyrzuciła z siebie na jednym oddechu.
- Yyyyy.... No dobrze...- zgodziła się ciągle zszokowana tym wyznaniem Caroline.- A co do Eleny...- zaczęła po chwili
- Nie ważne. Zerwałam z nią kontakt kilka miesięcy po twoim wyjeździe. Nie obchodzi mnie co się z nią stało.
- Jak tam chcesz...- mruknęła Care szczęśliwa, że to nie ona musi być osobą, która zaznajomi Bennett z faktem iż Elena Gilbert jest martwa.- No to skoro jesteś taka wszechwiedząca i potrafisz obudzić blondi chodź ze mną. Jest niedaleko stąd.- powiedziała Caroline i ruszyła razem z Bon do domu wampirzycy.
***
- Bonnie?- zapytała niepewnie Caroline podchodząc do siedzącej tyłem brunetki. Gdy ta odwróciła się na dźwięk jej głosu Forbes nie miała wątpliwości, że właśnie odnalazła swoją dawną przyjaciółkę.
- Caroline? Co ty tu robisz?- zapytała zaskoczona wiedźma
- To samo pytanie mogłabym zadać tobie.- odpowiedziała oschle Care
- Chowam się przed burzą.- stwierdziła Bonnie ignorując agresywną postawę blondynki
- W środku Nowego Yorku?
- Tak, a czemu nie? To bardzo ładne miasto.- stwierdziła Bennett wymijająco
- No co kto lubi...- mruknęła pod nosem i mogłaby przysiąc że usłyszała cichy męski śmiech.
- Odwal się.- powiedziała znienacka Bonnie co było ogromnym błędem.
- Co proszę?!- zapytała rozwścieczona Caroline
- To nie było do ciebie.- próbowała wytłumaczyć się wiedźma, jednak Forbes już jej nie słuchała. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wróciły do niej wszystkie wspomnienia z Mistic Falls. Zachowanie Bonnie i Eleny, ich próby "pocieszania" Care, aż do wyjazdu w nieznane.
- Ty serio każesz mi się odwalić?! Po tym wszystkim co razem z Eleną żeście mi zrobiły?! Ty mała, podła, wredna...- niestety nie dane jej było dokończyć, bo Bonnie weszła jej znienacka w słowo.
- Wiem jak odczarować Rebekhę.
- Co?!-zapytała zdezorientowana Forbes.
- No wiem, nie pytaj jak i czemu bo to dość długa i pokręcona historia, ale wiem i sądzę, że ty potrzebujesz tej informacji bardziej niż ja, więc zamiast się drzeć i rozpamiętywać dawne czasy po prostu mnie do niej zaprowadź.- wyrzuciła z siebie na jednym oddechu.
- Yyyyy.... No dobrze...- zgodziła się ciągle zszokowana tym wyznaniem Caroline.- A co do Eleny...- zaczęła po chwili
- Nie ważne. Zerwałam z nią kontakt kilka miesięcy po twoim wyjeździe. Nie obchodzi mnie co się z nią stało.
- Jak tam chcesz...- mruknęła Care szczęśliwa, że to nie ona musi być osobą, która zaznajomi Bennett z faktem iż Elena Gilbert jest martwa.- No to skoro jesteś taka wszechwiedząca i potrafisz obudzić blondi chodź ze mną. Jest niedaleko stąd.- powiedziała Caroline i ruszyła razem z Bon do domu wampirzycy.
***
- Ty sprawdź piwnicę, a ja pójdę na górę.- zarządził Stefan
- Nie rozkazuj mi.- odszczeknął Klaus
- Mój dom-moje zasady.- powiedział pewnie Salvatore
- Dom MOJEJ siostry.- uściślił Mikaelson, po czym bez zbędnych komentarzy udał się na piętro, by szukać zaginionej córeczki. Technicznie rzecz biorąc Klaus wcale nie nienawidził Salvatore'a, tak bardzo jak pokazywał. Oczywiście miał mu wiele do zarzucenia: złamane serce siostry, nieposłuszeństwo, intrygi w 90% przypadków uwzględniające jego śmierć, ale poniekąd wiedział, że sam bez winy nie był. Tyle że... Wiedzieć to jedno, a przyznać się do tego to zupełnie inna historia, do której Klaus nawet po tylu latach nie był w stanie się przełamać. Takie o to rozmyślania snuł przechadzając się po pokojach domu i wołając swojej córki. Wierzył w to, że Hope ciągle jest w domu, a jeżeli nie to nie odeszła daleko. "W końcu to rozważna dziewczynka" powtarzał w myślach. Jednak cichy głos w jego głowie podszeptywał mu: " A co jeśli ktoś ją porwał? Co jeśli to...?"- Nie, to niemożliwe.- powiedział do siebie odganiając złe myśli i wchodząc do kolejnego pokoju. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to spoczywające na łóżku ciało.- Rebekah?- zapytał i podszedł bliżej. Nawet nie wyobrażacie sobie tego co poczuł, gdy obok nieruchomej siostry znalazł swój malutki skarb śpiący jak gdyby nigdy nic. "Po kim ona ma taki twardy sen?" pomyślał, jednak w duchu zaśmiał się iż to było bardzo podobne do jego młodszego brata Kola. Znaczy, ludzkiej wersji jego brata...- Oj, już widzę ten tryumfalny uśmiech wujka na twój widok.- powiedział po czym delikatnie
wziął swój skarb na ręce i zaniósł do salonu. Teraz pozostało mu już tylko znaleźć Caroline...
- Nie rozkazuj mi.- odszczeknął Klaus
- Mój dom-moje zasady.- powiedział pewnie Salvatore
- Dom MOJEJ siostry.- uściślił Mikaelson, po czym bez zbędnych komentarzy udał się na piętro, by szukać zaginionej córeczki. Technicznie rzecz biorąc Klaus wcale nie nienawidził Salvatore'a, tak bardzo jak pokazywał. Oczywiście miał mu wiele do zarzucenia: złamane serce siostry, nieposłuszeństwo, intrygi w 90% przypadków uwzględniające jego śmierć, ale poniekąd wiedział, że sam bez winy nie był. Tyle że... Wiedzieć to jedno, a przyznać się do tego to zupełnie inna historia, do której Klaus nawet po tylu latach nie był w stanie się przełamać. Takie o to rozmyślania snuł przechadzając się po pokojach domu i wołając swojej córki. Wierzył w to, że Hope ciągle jest w domu, a jeżeli nie to nie odeszła daleko. "W końcu to rozważna dziewczynka" powtarzał w myślach. Jednak cichy głos w jego głowie podszeptywał mu: " A co jeśli ktoś ją porwał? Co jeśli to...?"- Nie, to niemożliwe.- powiedział do siebie odganiając złe myśli i wchodząc do kolejnego pokoju. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to spoczywające na łóżku ciało.- Rebekah?- zapytał i podszedł bliżej. Nawet nie wyobrażacie sobie tego co poczuł, gdy obok nieruchomej siostry znalazł swój malutki skarb śpiący jak gdyby nigdy nic. "Po kim ona ma taki twardy sen?" pomyślał, jednak w duchu zaśmiał się iż to było bardzo podobne do jego młodszego brata Kola. Znaczy, ludzkiej wersji jego brata...- Oj, już widzę ten tryumfalny uśmiech wujka na twój widok.- powiedział po czym delikatnie
wziął swój skarb na ręce i zaniósł do salonu. Teraz pozostało mu już tylko znaleźć Caroline...
***
- To tutaj?- zapytała Bonnie podchodząc do domu wskazanego przez Caroline
- Tak, mówiłam ci, że to niedaleko.- odpowiedziała jej blondynka otwierając drzwi- Mam tylko nadzieję, że ci kretyni znaleźli Hope.- mruknęła
- Kogo?- zapytała zdezorientowana czarownica
- No moja siostrzenica, opowiadałem ci o niej co nie?- odezwał się do niej znienacka uradowany Kol, a ona tylko pokiwała z oburzeniem głową.- Nie... Jednak nie?- zapytał przepraszająco, ale w jego oczach Bonnie zobaczyła chochliki świadczące o radości z odnalezienia Rebekhi.
- Córka Klausa, później ci opowiem.- powiedziała otwierając drzwi. Oczom Bonnie ukazał się całkiem przytulny salon, a w nim Klaus, Stefan...- Na jego widok Bonnie spojrzała pytająco na Care, ale ona tylko wzruszyła ramionami.- pomiędzy nimi stała mała śliczna dziewczynka. Miała na oko może z pięć, sześć lat, mniej więcej wtedy Klaus...- No jasne!- powiedziała niechcący na głos, łącząc wszystkie fakty.
- Dziesięć punktów dla Bennett.- zaśmiał się Kol widząc jej minę, gdy wszystkie twarze zostały skierowane wprost na nią. Trochę mniej do śmiechu było mu, gdy zobaczył braciszka idącego prosto w ich stronę. Definitywnie nie wyglądał jakby chciał uściskać Bonnie na powitanie.
- Co ty tu do cholery robisz?- warknął czarownicy prosto w twarz, jednak ona zignorowała go zszokowana mocą jaka ogarnęła ją po wejściu do tego domu.
- Klaus ona wie jak nam pomóc...- zaczęła Caroline, jednak nawet ona nie była w stanie pohamować złości hybrydy.
- Nawet się nie odzywaj! My to sobie porozmawiamy później!- zagroził
- Nie odgrażaj się? Co ja jestem? Dwuletnie dziecko?- zaczęła wykłócać się Forbes, jednak Bonnie odpłynęła w swój świat. Była tylko ona i magia. Dużo magii. Wystarczająco na tyle by nie tylko obudzić Rebekhę, a pół Nowego Yorku. A moc ta dochodziła prosto od tego małego jasnowłosego aniołka. Ignorując cały panujący w domu zgiełk Bonnie powoli zbliżyła się do Hope, po czym powiedziała:
- Czarownica.- momentalnie wszystkie głosy skierowały się w jej stronę- Obudzę Rebekhę, ale potrzebuje tej małej. Ona jest czarownicą... Potężną czarownicą.
- Tak, mówiłam ci, że to niedaleko.- odpowiedziała jej blondynka otwierając drzwi- Mam tylko nadzieję, że ci kretyni znaleźli Hope.- mruknęła
- Kogo?- zapytała zdezorientowana czarownica
- No moja siostrzenica, opowiadałem ci o niej co nie?- odezwał się do niej znienacka uradowany Kol, a ona tylko pokiwała z oburzeniem głową.- Nie... Jednak nie?- zapytał przepraszająco, ale w jego oczach Bonnie zobaczyła chochliki świadczące o radości z odnalezienia Rebekhi.
- Córka Klausa, później ci opowiem.- powiedziała otwierając drzwi. Oczom Bonnie ukazał się całkiem przytulny salon, a w nim Klaus, Stefan...- Na jego widok Bonnie spojrzała pytająco na Care, ale ona tylko wzruszyła ramionami.- pomiędzy nimi stała mała śliczna dziewczynka. Miała na oko może z pięć, sześć lat, mniej więcej wtedy Klaus...- No jasne!- powiedziała niechcący na głos, łącząc wszystkie fakty.
- Dziesięć punktów dla Bennett.- zaśmiał się Kol widząc jej minę, gdy wszystkie twarze zostały skierowane wprost na nią. Trochę mniej do śmiechu było mu, gdy zobaczył braciszka idącego prosto w ich stronę. Definitywnie nie wyglądał jakby chciał uściskać Bonnie na powitanie.
- Co ty tu do cholery robisz?- warknął czarownicy prosto w twarz, jednak ona zignorowała go zszokowana mocą jaka ogarnęła ją po wejściu do tego domu.
- Klaus ona wie jak nam pomóc...- zaczęła Caroline, jednak nawet ona nie była w stanie pohamować złości hybrydy.
- Nawet się nie odzywaj! My to sobie porozmawiamy później!- zagroził
- Nie odgrażaj się? Co ja jestem? Dwuletnie dziecko?- zaczęła wykłócać się Forbes, jednak Bonnie odpłynęła w swój świat. Była tylko ona i magia. Dużo magii. Wystarczająco na tyle by nie tylko obudzić Rebekhę, a pół Nowego Yorku. A moc ta dochodziła prosto od tego małego jasnowłosego aniołka. Ignorując cały panujący w domu zgiełk Bonnie powoli zbliżyła się do Hope, po czym powiedziała:
- Czarownica.- momentalnie wszystkie głosy skierowały się w jej stronę- Obudzę Rebekhę, ale potrzebuje tej małej. Ona jest czarownicą... Potężną czarownicą.
***
(Obecnie)
Klaus stał z boku, bacznie przypatrując się martwemu (miejmy nadzieję jeszcze tylko przez chwilę) ciału Rebeki, Wiedźma Bennett trzymając jego córkę za rękę, podeszła do wampirzycy. Rytuał miał się rozpocząć.
Spojrzał na Stefana, stojącego obok niego. Miał skrzyżowane ręce i z zapartym tchem przypatrywał się każdemu ruchowi wiedźmy. Klaus przez chwilę miał ochotę go pocieszyć, nawet nieznacznie wyciągnął dłoń w stronę Salvatora, ale zawahał się. Wbił wzrok w ziemię, a po chwili skierował go w stronę Caroline. Patrzyła w ich stronę, z tym swoim zatroskanym wyrazem twarzy. Pewnie martwi się o Stefana, pomyślał ojciec Hope. Szybko spojrzał na swoją siostrę i nie spuszczał z niej wzroku. Jednak gdy Bonnie przystąpiła do decydującego etapu zaklęcia, pocieszającym gestem położył rękę na ramieniu chłopaka (chyba) swojej siostry. I tak stali, zjednoczeni troską i nadzieją.
Gdy Caroline to ujrzała, uśmiechnęła się smutno. Aż tyle było potrzeba, żeby Klaus Mikaelson zapomniał o przeszłości. Jednak nadal był to jakiś postęp.
Spojrzał na Stefana, stojącego obok niego. Miał skrzyżowane ręce i z zapartym tchem przypatrywał się każdemu ruchowi wiedźmy. Klaus przez chwilę miał ochotę go pocieszyć, nawet nieznacznie wyciągnął dłoń w stronę Salvatora, ale zawahał się. Wbił wzrok w ziemię, a po chwili skierował go w stronę Caroline. Patrzyła w ich stronę, z tym swoim zatroskanym wyrazem twarzy. Pewnie martwi się o Stefana, pomyślał ojciec Hope. Szybko spojrzał na swoją siostrę i nie spuszczał z niej wzroku. Jednak gdy Bonnie przystąpiła do decydującego etapu zaklęcia, pocieszającym gestem położył rękę na ramieniu chłopaka (chyba) swojej siostry. I tak stali, zjednoczeni troską i nadzieją.
Gdy Caroline to ujrzała, uśmiechnęła się smutno. Aż tyle było potrzeba, żeby Klaus Mikaelson zapomniał o przeszłości. Jednak nadal był to jakiś postęp.
***
- Mortem in contrare. Uleum pepes demenio. Vitalis re!
Wyrzuciła w powietrze pył, który do tej pory spoczywał w jej rękach. Później pochyliła się, żeby porozmawiać z Hope.
- Hope. To już koniec. Świetnie się spisałaś. - uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Mała skierowała na nią swoje błękitne oczy, tak bardzo podobne do oczu swojego ojca.
- To znaczy że ciocia Rebeka już się obudzi?!
Bonnie aż skurczył się żołądek na myśl że będzie musiała rozczarować dziewczynkę.
- Ekhem... Hope... Teraz musimy czekać. Szansa na to że rytuał się udał jest duża, ale nie ma..
Wyrzuciła w powietrze pył, który do tej pory spoczywał w jej rękach. Później pochyliła się, żeby porozmawiać z Hope.
- Hope. To już koniec. Świetnie się spisałaś. - uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Mała skierowała na nią swoje błękitne oczy, tak bardzo podobne do oczu swojego ojca.
- To znaczy że ciocia Rebeka już się obudzi?!
Bonnie aż skurczył się żołądek na myśl że będzie musiała rozczarować dziewczynkę.
- Ekhem... Hope... Teraz musimy czekać. Szansa na to że rytuał się udał jest duża, ale nie ma..
- Rozumiem. - Przerwała jej wypowiedź młoda czarownica.
Wszyscy wpatrywali się w ciągle nieruchomą Rebekę. Bonnie spojrzała na Kola. Stał dokładnie naprzeciw niej. Starała się uśmiechnąć ze współczuciem, ale wyszedł z tego tylko jakiś nieudolny grymas. Zrobiło jej się wstyd. Nie potrafiła nawet go pocieszyć, nie mówiąc o pomocy!
Musiał zauważyć jej wzrok, bo po chwili usłyszała jego głos tuż za sobą.
- Nie obwiniaj się Bonnie, Zrobiłaś co mogłaś. I dziękuję ci za to. Bardzo ci dziękuję.
Mogła niemal zobaczyć jak się uśmiecha.
Instynktownie złapała go za rękę.
I ponownie nie zauważyli w tym nic dziwnego, Ani Kol i Bonnie, ani reszta.
Nikt nawet nie zauważył Kola. Oprócz jednej osoby.
Hope przez chwilę wpatrywała się w niego z otwartą buzią, ale później zauważyła splecione dłonie swojego wujka i czarownicy.
A że była sprytnym dzieckiem, nie dała nic po sobie poznać.
W końcu będzie mnóstwo okazji żeby porozmawiać z ciemnoskórą wiedźmą. A wtedy ona, Hope Mikaelson wszytskiego się dowie.
Nagle jednak dziewczynka zasępiła się. Po co znać wszystkie tajemnice, skoro nie będzie z kim o nich poplotkować??
Wszyscy wpatrywali się w ciągle nieruchomą Rebekę. Bonnie spojrzała na Kola. Stał dokładnie naprzeciw niej. Starała się uśmiechnąć ze współczuciem, ale wyszedł z tego tylko jakiś nieudolny grymas. Zrobiło jej się wstyd. Nie potrafiła nawet go pocieszyć, nie mówiąc o pomocy!
Musiał zauważyć jej wzrok, bo po chwili usłyszała jego głos tuż za sobą.
- Nie obwiniaj się Bonnie, Zrobiłaś co mogłaś. I dziękuję ci za to. Bardzo ci dziękuję.
Mogła niemal zobaczyć jak się uśmiecha.
Instynktownie złapała go za rękę.
I ponownie nie zauważyli w tym nic dziwnego, Ani Kol i Bonnie, ani reszta.
Nikt nawet nie zauważył Kola. Oprócz jednej osoby.
Hope przez chwilę wpatrywała się w niego z otwartą buzią, ale później zauważyła splecione dłonie swojego wujka i czarownicy.
A że była sprytnym dzieckiem, nie dała nic po sobie poznać.
W końcu będzie mnóstwo okazji żeby porozmawiać z ciemnoskórą wiedźmą. A wtedy ona, Hope Mikaelson wszytskiego się dowie.
Nagle jednak dziewczynka zasępiła się. Po co znać wszystkie tajemnice, skoro nie będzie z kim o nich poplotkować??
***
Poczuła, że coś się zmieniło. Nie żeby zobaczyła światłość, usłyszała anielskie chóry czy coś. To było bardziej jakby obudziła się po....
JAKBY OBUDZIŁA SIĘ PO BYCIU ZASZTYLETOWANĄ!!!!
Nie, moment. Ostatni raz Klaus wbił jej sztylet w serce gdy chciała zostać ze Stefanem zamiast uciekać przed Michaelem.
Stefan!!
Ostatnią rzeczą którą pamietała było to, gdy powiedział jej że..
A co jeśli to był tylko sen??
Myślała nad tym tak intensywnie, że aż otworzyła oczy. I niechcący powiedziała na głos to co myślała..
- Jeśli on się teraz wszystkiego wyprze, to słowo daję że już nigdy....
I wtedy zauważyła Klausa, Hope, Stefana, Caroline i moment czy to była Bonnie Bennett?? W każdym razie, wszyscy oni wpatrywali się w nią zaskoczeni.
Nagle Klaus wybuchnął śmiechem.
- Witaj z powrotem siostrzyczko. Chyba ty i ten tu - wskazał głową na Stefana - macie sporo do omówienia.
A Stefan tylko podszedł do niej, i mocno ją przytulił.
I szczerze?? To że wszyscy się na nich gapili kompletnie przestało jej przeszkadzać. Zdołała jeszcze tylko usłyszeć Hope i Klausa.
- Czy to znaczy że mam nowego wujka?
- Po moim trupie kochanie. Ale najwyraźniej.
Zaśmiała się ze szczęścia. Znowu była w domu.
JAKBY OBUDZIŁA SIĘ PO BYCIU ZASZTYLETOWANĄ!!!!
Nie, moment. Ostatni raz Klaus wbił jej sztylet w serce gdy chciała zostać ze Stefanem zamiast uciekać przed Michaelem.
Stefan!!
Ostatnią rzeczą którą pamietała było to, gdy powiedział jej że..
A co jeśli to był tylko sen??
Myślała nad tym tak intensywnie, że aż otworzyła oczy. I niechcący powiedziała na głos to co myślała..
- Jeśli on się teraz wszystkiego wyprze, to słowo daję że już nigdy....
I wtedy zauważyła Klausa, Hope, Stefana, Caroline i moment czy to była Bonnie Bennett?? W każdym razie, wszyscy oni wpatrywali się w nią zaskoczeni.
Nagle Klaus wybuchnął śmiechem.
- Witaj z powrotem siostrzyczko. Chyba ty i ten tu - wskazał głową na Stefana - macie sporo do omówienia.
A Stefan tylko podszedł do niej, i mocno ją przytulił.
I szczerze?? To że wszyscy się na nich gapili kompletnie przestało jej przeszkadzać. Zdołała jeszcze tylko usłyszeć Hope i Klausa.
- Czy to znaczy że mam nowego wujka?
- Po moim trupie kochanie. Ale najwyraźniej.
Zaśmiała się ze szczęścia. Znowu była w domu.
***
- Nadal masz ochotę na mnie nakrzyczeć?- zapytała zrelaksowana już Caroline.
- Tak,ale powiedzmy że możemy to odłożyć na jutro.- powiedział z uśmiechem Klaus. W związku z ostatnimi wydarzeniami był to widok tak rzadki, że Care poczuła ciepło w sercu widząc ten obraz.- Ale nie znikaj już tak nigdy, dobrze?- powiedział po chwili
- A co strach cię obleciał?- spróbowała obrócić to w żart Forbes
- Nie wyglupiaj się.- skarcił ją- Szukanie Hope to jedno, ale szukanie córki i zamartwianie się o ciebie to zupełnie co innego. Nie wiesz jeszcze wielu rzeczy, ale moja rodzina nie jest całkowicie bezpieczna, a ja nie wiem co bym bez ciebie zrobił.-w tym momencie powiedzieć, że Caroline zamurowało to mało. Dziewczyna była tak zszokowana tym niespodziewanym wyznaniem, że nie wiedziała w ogóle jak ma na to zareagować. Jednak po chwili stwierdziła, że nie jest to takie najgorsze;poczucie bezpieczeństwa i troski. Brakowało jej tego od śmierci mamy,a Klaus na ułamek sekundy pokazał jej, że ma dla kogo żyć.
- Ale... Ja... Przecież nie jestem w twojej rodzinie...- zdołała tylko wydukać.
- Poniekąd jesteś.- powiedział na powrót uśmiechnięty wampir i bez zbędnych komentarzy ruszył przed siebie kontynuując spacer. Tej nocy, gdy szli tak razem przez ulice Nowego Yorku ich ręce zetknęły się niejednokrotnie. Nie można powiedzieć, że był to przypadek...
- Tak,ale powiedzmy że możemy to odłożyć na jutro.- powiedział z uśmiechem Klaus. W związku z ostatnimi wydarzeniami był to widok tak rzadki, że Care poczuła ciepło w sercu widząc ten obraz.- Ale nie znikaj już tak nigdy, dobrze?- powiedział po chwili
- A co strach cię obleciał?- spróbowała obrócić to w żart Forbes
- Nie wyglupiaj się.- skarcił ją- Szukanie Hope to jedno, ale szukanie córki i zamartwianie się o ciebie to zupełnie co innego. Nie wiesz jeszcze wielu rzeczy, ale moja rodzina nie jest całkowicie bezpieczna, a ja nie wiem co bym bez ciebie zrobił.-w tym momencie powiedzieć, że Caroline zamurowało to mało. Dziewczyna była tak zszokowana tym niespodziewanym wyznaniem, że nie wiedziała w ogóle jak ma na to zareagować. Jednak po chwili stwierdziła, że nie jest to takie najgorsze;poczucie bezpieczeństwa i troski. Brakowało jej tego od śmierci mamy,a Klaus na ułamek sekundy pokazał jej, że ma dla kogo żyć.
- Ale... Ja... Przecież nie jestem w twojej rodzinie...- zdołała tylko wydukać.
- Poniekąd jesteś.- powiedział na powrót uśmiechnięty wampir i bez zbędnych komentarzy ruszył przed siebie kontynuując spacer. Tej nocy, gdy szli tak razem przez ulice Nowego Yorku ich ręce zetknęły się niejednokrotnie. Nie można powiedzieć, że był to przypadek...
~~~~~~~~~~~~
Hej kochani!
Nowy rozdział co prawda krótki, ale wybaczcie. W ciągu najbliższych 2 tygodni rozdziały mogą pojawiać się różnie,a może nawet wcale bo obie z Yacker wyjeżdżamy na wakacje, Ale nie martwcie się, po tym terminie wracamy ze zdwojoną energią. Mamy nadzieję, że cieszycie się wakacjami i powrotem Rebeki do normalnego stanu tak samo jak my.
Buziaki
Mar&Yacker
Hej kochani!
Nowy rozdział co prawda krótki, ale wybaczcie. W ciągu najbliższych 2 tygodni rozdziały mogą pojawiać się różnie,a może nawet wcale bo obie z Yacker wyjeżdżamy na wakacje, Ale nie martwcie się, po tym terminie wracamy ze zdwojoną energią. Mamy nadzieję, że cieszycie się wakacjami i powrotem Rebeki do normalnego stanu tak samo jak my.
Buziaki
Mar&Yacker
dziękuję za trochę Klaroline! *.* Kocham czytać jak pomiędzy nimi rodzi się stopniowo uczucie, a nie tak od razu, także za to duży plus ^^ Nawet nie wyobrażacie sobie jak ja w waszym opowiadaniu kocham Hope *.* Rebeka się obudziła i teraz mam nadzieję na trochę Stebekhi :D Ah, no i jeszcze Kennet *.* Nic dodać nic ująć :) Tylko jedna prośba, poprawcie błędy, bo trochę ich znalazłam! :) Zapraszam do siebie na nowy rozdział: http://anotherstrorycaroline.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńHope <3
OdpowiedzUsuńKlaroline <3
i Stebekha <3
I jak ten rozdział może nie być cudowny ?
Nie mogę doczekać się następnego :)
Zapraszam do siebie blood-love-and-immortality.blogspot.com
No i nareszcie było Klaroline. Niech was Bóg błogosławi, hehe. Bonnie zdawała mi się taka oschła i wyprana z uczuć, ale kto zna te pokręcone wiedźmy. Hope była genialna, nawet bym nie pomyślała, że może być wiedźmą. I ten tekst czy będzie miała nowego wujka, a Klaus stwierdził, że po jego trupie. Wprawdzie jest na wpół martwy. Kol zawsze ma na zapleczu ciekawe teksty, zawsze. Jak dla mnie jeden z najlepszych rozdziałów, bo w końcu coś iskrzy (coś mocnego) pomiędzy Klausem a Caroline. Czekam na kolejny rozdział i życzę udanych wakacji, bawcie się na nich dobrze. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńxoxo, elose
+ napisałam posta: love-begins-with-hate.blogspot.com
Klaroline <3
OdpowiedzUsuńCiesze się, że Rebekah się wybudziła.
Hope najlepsza :D
Pozdrawiam i życzę dużo weny :D
No witam, drogie panie! :D Wyszłam z wprawy pisania komentarzy, ale myślę, że jakoś dam radę. :D
OdpowiedzUsuńNaprawdę szybko mi się czytało cały blog, od deski do deski, od prologu do 18. rozdziału. Bardzo przyjemna lektura, hahah :D Podoba mi się to, że jest Klaroline, Kennett i Stebekah, brakuje mi Kalijah, no ale z tego co zauważyłam, to wszystko dzieje się 5 lat później, a Kath nie żyje :(
Mega fajne relacje między nimi wszystkimi, jaram się, jak... jak nie wiem co, nieważne, hahah. Nawet Steroline była na początku, jeeej! Best friendship ever hahah :D
Cami za to mogłaby się spalić, hihi. Wybaczcie za moją nienawiść, nie wiem skąd się bierze, lol. Chciałabym zobaczyć konfrontację między nią a Care, hehe. Musiałoby być ciekawie albo chociażby interesująco (kij, że to dwa te same słowa...) :D
Cieszę się, że te dwa tygodnie waszych wakacji powoli mijają, bo mam bliżej do kolejnych rozdziałów, jeeej! :D
Och, Caroline w rodzinie Mikaelsonów <3 Boże, aż przypomniałam sobie, jak bardzo kocham Klaroline, hahah :D Najlepsi! :D
Rebcia w końcu się obudziła, nie mogła przecież spać w nieskończoność, no i Stefcio przynajmniej będzie miał kogoś do kochania :D
Ciekawi mnie jeszcze, co takie Bonnie i Elena zrobiły Caroline? Tak na marginesie dodam, że super, że Elenka umarła. Hm... Właśnie, zastanawiam się, kto to zrobił i po co? HE :D Tyle pytań. :D
Czekam zatem na kolejną porcję waszego opowiadania. :D
Pozdrawiam i życzę od groma weny, pomysłów, ciepełka, słoneczka i udanych wakacji. <3
change-from-victim.blogspot.com
Dopiero trafiłam na Waszego bloga i zakochałam się od pierwszego przeczytania (?) w Hope <3 Spryta, mała dziewczyna. Czekam na kolejny rozdział i dodaję do obserwowanych! :) No i miłych wakacji!
OdpowiedzUsuń[ blondwlosa-zagadka.blogspot.com ]