'I got the recipe and it's called black magic'
- NIE MA TAKIEJ OPCJI!!! - wydarła się Bonnie usłyszawszy "genialny" plan Mikaelsona. - Ciebie chyba szatan opętał że prosisz mnie o coś takiego!!
- Zarzucali mi już gorsze rzeczy. - powiedział z tym swoim klasycznie ironicznym uśmieszkiem, totalnie ignorując oburzenie czarownicy.
- Możesz przestać się śmiać i wymyślić lepszy plan?!
- Ale to jest świetny pomysł, no bo pomyśl: do kogo moja kochana siostrzyczka mogła się udać żeby mnie ratować jak nie do mojej byłej, magicznej dziewczyny? - zapytał Kol jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem.
- TWOJEJ KOGO???!!!
- No nie bądź taka zdziwiona. Nawet w pożyczonym ciele wyglądałem seksownie.- stwierdził jak zwykle skromny wampir.
- Zarzucali mi już gorsze rzeczy. - powiedział z tym swoim klasycznie ironicznym uśmieszkiem, totalnie ignorując oburzenie czarownicy.
- Możesz przestać się śmiać i wymyślić lepszy plan?!
- Ale to jest świetny pomysł, no bo pomyśl: do kogo moja kochana siostrzyczka mogła się udać żeby mnie ratować jak nie do mojej byłej, magicznej dziewczyny? - zapytał Kol jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem.
- TWOJEJ KOGO???!!!
- No nie bądź taka zdziwiona. Nawet w pożyczonym ciele wyglądałem seksownie.- stwierdził jak zwykle skromny wampir.
- Jesteś.... Jesteś.... Ugh!!!- Bonnie westchnęła smętnie nie mogąc już dłużej wymyślać obrażających Kola komentarzy
- Też tak twierdzę, a teraz odpalaj auto i jedziemy do Daviny.- powiedział uszczęśliwiony swoją wygraną Mikaelson, po czym jak gdyby nigdy nic wsiadł do auta i uruchomił radio. Po raz kolejny ani on, ani Bonnie nie zauważyli w tym nic dziwnego...
***
- Hope! Hope gdzie jesteś?!- wykrzyknął na cały dom Klaus, jednak nie dostał żadnej odpowiedzi
- Nie wierzę. Nie mogliśmy jej zgubić. Jeszcze przed chwilą tu była.- Caroline zaczynała popadać w lekką panikę, jednak tym razem Klaus totalnie ją zignorował.
- To twoja wina.- zwrócił się wściekle do Stefana
- Nie potrafisz upilnować własnego dziecka i na mnie zwalasz?- zwykle opanowany Salvatore zaczynał tracić cierpliwość. No bo.... Co innego wściekać się o zahibernowanie Rebekhi, a co innego obarczać go winą na co w ogóle nie miał wpływu.
- Przepraszam, co ty powiedziałeś?!
- To co słyszałeś. Chyba że po tysiącu lat zacząłeś cierpieć na głuchotę i muszę powtórzyć jeszcze raz.
- Powiedz jeszcze jedno słowo, a skończysz bez organów.- zagroził rozwścieczony już Mikaelson
- Caroline możesz mu powiedzieć żeby zamiast się odgrażać poszedł szukać swojego dziecka, które zgubił.- Stefan zignorował pogróżkę i skierował się do Caroline, jednak i ona rozpłynęła się w powietrzu.
- No to zostaliśmy tylko we dwoje. Fantastycznie....- westchnął zrezygnowany Klaus
***
- Głupki, kretyni, idioci.- mamrotała Caroline idąc przez ulicę. Musiała znaleźć Hope zanim stanie jej się coś złego, a przecież gdyby czekała na tych dwóch pajacy nie wyszła by z domu do jutra.- Dlatego nienawidzę facetów.- mruknęła do siebie nasłuchując swoim wampirzym słuchem znaku obecności dziewczynki. Przeszła już spory kawałek, a ciągle nic nie znalazła. Miała tylko nadzieję, że Klaus i Stefan skończyli już swoje "pogaduszki", przeszukali dom i zaczęli szukać pięciolatki. Sama chciała najpierw sprawdzić dom, ale pomyślała, że jeżeli i ona rozpłynie się w niewyjaśnionych okolicznościach Panowie "Urwę Ci Głowę Bo Dawno Się Nie Widzieliśmy" skończą tą idiotyczną kłótnię i zaczną robić coś pożytecznego. Nie przewidziała tylko, że kiedy wchodzili do domu Rebekhi i Stefana niebo zaczęło zachodzić ciemnymi chmurami, które przerodziły się teraz w ulewę. Także moknąc, przeklinając mężczyzn i szukając małego dziecka na ulicach Nowego Yorku, jak igły w stogu siana Caroline usłyszała znajomy głos dobiegając wprost w kościoła:
- Nienawidzę cię, ale to było całkiem zabawne...
- To niemożliwe.- szepnęła do siebie i udała się w stronę świątyni.
***
Godzinę wcześniej
- Jeżeli cokolwiek mi się stanie obiecuję ci, że znajdę cię po drugiej stronie i będę gnębić do końca twoich dni.- powiedziała śmiertelnie poważnie Bonnie
- Tak, tak już się boję.- Kol zrobił na żarty przerażoną minę po czym dodał- Chociaż spędzenie z tobą każdego dnia w zaświatach to całkiem kusząca propozycja.
- Wal się.- odpowiedziała uprzejmie Bennett po czym weszła prosto do jamy lwa. Dosłownie. Wszędzie walały się połamane deski, rozrzucone papiery i masa jakichś (najprawdopodobniej magicznych) przedmiotów.
- A więc pamiętaj najważniejszy jest...- zaczął Kol
- Halo! Jest tu ktoś?!- przerwała mu Bonnie, a Mikaelson z rezygnacją klepnął się w czoło
- Element zaskoczenia.- dokończył ironicznie.
- Sorrka.- powiedziała niewinnie po czym zaczęła przedzierać się przez porozrzucane rzeczy.- Jak tu w ogóle można mieszkać?- mruknęła potykając się o drewnianą belkę.
- A ty to kto?- usłyszała nagle dziewczęcy głos tuż za plecami
- Hmm.... Ja....- Bonnie jakby nagle zabrakło słów, ponieważ od czarownicy biło tak czarną magią o jakiej wiedźma Bennett nawet nie marzyła.
- Tylko spokojnie. Zrelaksuj się i powiedz jak masz na imię.- szepnął rozbawiony tą sytuacją Mikaelson
- Idiota.- wymsknęło jej się
- Przepraszam?- zapytała Davina nie będąc pewna czy, aby się nie przesłyszała
- Znaczy... Nie ważne. Cześć jestem Bonnie Bennett, a ty pewnie jesteś Davina?- powiedziała najbardziej przyjaznym, opanowanym tonem na jaki było ją stać.
- Bennett powiadasz? Co chcesz?- zapytała oschle
- Ja... Chciałbym się dowiedzieć jak mogę pomóc Rebece Mikaelson.- powiedziała prostoliniowo i po chwili dodała- To moja.... Przyjaciółka i słyszałam, że była u ciebie i coś jej się stało, więc pomyślałam, że musiała to być magia, którą tylko ty potrafisz cofnąć.
- Nawet jeżeli potrafię, nie pomogę ci.- odpowiedziała beznamiętnie po czym odwróciła się i zaczęła wychodzić z pokoju
- Czemu?- zapytała Bonnie, jednak Davina ignorując ją zbliżała się do drzwi. Widząc to Kol szturchnął czarownicę.
- Zrób coś.- powiedział
- Co?- zapytała go Bennett bezgłośnie poruszając wargami
- Goń ją. Przekonaj. Udobruchaj. Namów na wiedźmie piżama party. Cokolwiek!
- Dobra.- odpowiedziała lekko poddenerwowana Bonnie i podbiegła do Daviny.- Ej, ej zaczekaj. Czemu nie chcesz mi pomóc?
- Bo nie.
- To nie jest odpowiedź.- naciskała czarownica
- Bo nienawidzę Mikaelsonów!- wykrzyknęła Davina, a ostatnie wiszące na ścianie półki spadły z hukiem. W tym momencie Bonnie zrozumiała o co w tym chodzi. Ten zniszczony dom. Czarna magia. Rebekha...
- Słuchaj ja też ich kiedyś nienawidziłam.- zaczęła ostrożnie.- Poniekąd nadal tak mam. Pewnie cię wykorzystywali co nie? Potrzebowali twojej mocy, a kiedy nie chciałaś im czegoś dać szantażowali cię. Klaus zabił paru twoich znajomych, a ty i tak musiałaś zrobić co kazał?- wymieniała ostrożnie Bonnie, a w oczach Daviny powoli zaczynało malować się zrozumienie zmieszane z lekkim szokiem.
- No to dlaczego chcesz im pomóc?- zapytała
- Bo Rebekha była najbardziej ludzka z nich wszystkich i nie zrobiła mi nic złego. Poza tym...- zawahała się i spojrzała na Kola.- Są takie osoby, które zrobiłyby dla niej wszystko, a nie mogą. Ja tylko pomagam.- dokończyła
- Dobrze...- powiedziała cicho Davina- Dam ci to zaklęcie, ale natychmiast się stąd wyniesiesz.
- Oczywiście.- zgodziła się uradowana sukcesem Bonnie i chwyciła za kartkę, na której Davina wyskrobała zaklęcie. Jednak kiedy je przeczytała wcale nie było jej do śmiechu.- Przecież do tego potrzeba ogromnej ilości mocy. Nie dam rady sama...- powiedziała żałośnie
- To już nie mój problem.- powiedziała złośliwie Davina po czym dosłownie wypchnęła Bonnie za drzwi.
xxx
- Chcę żebyś przeniosła mnie na tamtą stronę.
Brunetka wpatrywała się w nią wzrokiem bazyliszka.
- Skąd przyszło ci do głowy że takie coś jest w ogóle możliwe dziecko?
- Kol Mikaelson. Nie wmówisz mi że nie zniknął bez śladu.
- Wiem o kim mówisz. I rzeczywiście, zniknął. Nie wiem co to ma do tamtej strony.
- Wiem, że to ty go tam wysłałaś! - Kobieta najwyraźniej straciła cierpliwość. - A kto inny mógłby to zrobić jeśli nie wiedźma Bennett?
Babcia Bonnie milczała, wpatrując się w pustą szklankę.
- Skoro zrobiłaś to dla niego, zrób to sam dla mnie!! - zamilkła na chwilę - Proszę. Ja.. Ja muszę kogoś zobaczyć. Nawet nie miałam czasu się pożegnać.
Wbiła wzrok w podłogę. Po chwili po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Sheila Bennett westchnęła ciężko.
- Jeśli naprawdę, powtarzam, naprawdę bardzo ci zależy, zaklęcie może się udać. Ale nie będziesz miała zbyt wiele czasu. Nikt nie będzie cię widział, ani słyszał. Możesz tylko patrzeć. Wystarczy ci tyle?
Brunetka skinęła głową.
- Dobrze, a teraz muszę zajrzeć w twoje wspomnienia. - czarownica spojrzała na zszokowaną kobietę. - To konieczne. - dodała twardszym tonem.
Po chwili dotknęła palcami skroni brunetki. Gdy skończyła, popatrzyła na nią cieplej.
- Zupełnie jak "Przeminęło z wiatrem". On jest bardziej Ashleyem niż Rettem, masz tego świadomość?
Jej "klientka" zaśmiała się.
- Nikt nie powiedział że jestem jak Scarlett. Możemy przejść do rzeczy?
- Oczywiście.
Po kilku minutach wiedźma została sama. Choć nie na długo...
~~~~~~~~~~~~
Heeejo :D Witamy was w wakacje! Cieszycie się? My bardzo :P Z tej radości postanowiłyśmy napisać rozdział i mamy nadzieję, że nie jest najgorszy ;) Dziękujemy za coraz to więcej komentarzy, które motywują nas do pracy w takich upałach i pokazują, że nie jesteśmy na tym blogu tylko we dwie. Także piszcie co sądzicie o rozdziale i... Jak myślicie kim jest ta tajemnicza dziewczyna???
Kochamy Was ;*
Mar&Yacker
xxx
- Chcę żebyś przeniosła mnie na tamtą stronę.
Brunetka wpatrywała się w nią wzrokiem bazyliszka.
- Skąd przyszło ci do głowy że takie coś jest w ogóle możliwe dziecko?
- Kol Mikaelson. Nie wmówisz mi że nie zniknął bez śladu.
- Wiem o kim mówisz. I rzeczywiście, zniknął. Nie wiem co to ma do tamtej strony.
- Wiem, że to ty go tam wysłałaś! - Kobieta najwyraźniej straciła cierpliwość. - A kto inny mógłby to zrobić jeśli nie wiedźma Bennett?
Babcia Bonnie milczała, wpatrując się w pustą szklankę.
- Skoro zrobiłaś to dla niego, zrób to sam dla mnie!! - zamilkła na chwilę - Proszę. Ja.. Ja muszę kogoś zobaczyć. Nawet nie miałam czasu się pożegnać.
Wbiła wzrok w podłogę. Po chwili po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Sheila Bennett westchnęła ciężko.
- Jeśli naprawdę, powtarzam, naprawdę bardzo ci zależy, zaklęcie może się udać. Ale nie będziesz miała zbyt wiele czasu. Nikt nie będzie cię widział, ani słyszał. Możesz tylko patrzeć. Wystarczy ci tyle?
Brunetka skinęła głową.
- Dobrze, a teraz muszę zajrzeć w twoje wspomnienia. - czarownica spojrzała na zszokowaną kobietę. - To konieczne. - dodała twardszym tonem.
Po chwili dotknęła palcami skroni brunetki. Gdy skończyła, popatrzyła na nią cieplej.
- Zupełnie jak "Przeminęło z wiatrem". On jest bardziej Ashleyem niż Rettem, masz tego świadomość?
Jej "klientka" zaśmiała się.
- Nikt nie powiedział że jestem jak Scarlett. Możemy przejść do rzeczy?
- Oczywiście.
Po kilku minutach wiedźma została sama. Choć nie na długo...
~~~~~~~~~~~~
Heeejo :D Witamy was w wakacje! Cieszycie się? My bardzo :P Z tej radości postanowiłyśmy napisać rozdział i mamy nadzieję, że nie jest najgorszy ;) Dziękujemy za coraz to więcej komentarzy, które motywują nas do pracy w takich upałach i pokazują, że nie jesteśmy na tym blogu tylko we dwie. Także piszcie co sądzicie o rozdziale i... Jak myślicie kim jest ta tajemnicza dziewczyna???
Kochamy Was ;*
Mar&Yacker
Rozdział był super ! Zróbie sobie wiedźmie pijama party :) Nieźle się uśmiałam czytając teb rozdział :D
OdpowiedzUsuńCzekam na następny i pozdrawiam :*
Mogę prosić o e-mail? Lub o wysłanie wiadomości na ten: katarina.xp@wp.pl?
OdpowiedzUsuńMam prezent dla właścicielek bloga - sama go zrobiłam ^^ Mam nadzieję, że się spodoba! C:
Ojej ^^ nigdy byśmy się nie spodziewały prezentu !! Dziękujemy kochana. Email o który prosiłaś: martynarobak54@gmail.com i dodałam ten komentarz anonimowo bo coś jest nie tak z bloggerem :/
UsuńOkej c: Już wysłałam i czekam na odpowiedź ^^
UsuńCzekam, aż dacie mi administratora bym mogła wstawić ^^
UsuńOMG zakochałam się ❤❤❤ Kochana to jest przecudowne ;**** Bardzo, bardzo, baaardzo dziękujemy 😘😘😘😘
UsuńProszę :*
UsuńTylko zapomniałam dodać, że trzeba usunąć ten pasek na górze. Ten od nawigacji, wyłączcie go po prostu, wtedy będzie lepiej c:
PS musicie posprawdzać wszystko czy jest dobrze ( u mnie jest), ale mogą u was wystąpić jakieś problemy lub błędy. Posprawdzajcie wszystko i jak wam coś będzie nie pasować, zmieńcie i poprawcie :)
Usuń