Playlista

sobota, 3 października 2015

Rozdział 27

"Qui pro quo" *

*pomyłka co do osoby, nieporozumienie 


***

Oszołomiona Caroline wpatrywała się w nich z otwartymi ustami (według Kola sprawiało to, że była trochę podobna do ryby). Po jej policzkach płynęły łzy (i rozmazany tusz do rzęs) a w ręku trzymała dużą czarną torbę.
Bonnie dla odmiany zatkała sobie usta rękami, jakby chciała zaprzeczyć temu, że właśnie rzuciła w swoją najlepszą (a przynajmniej kiedyś) przyjaciółkę zaklęciem.
- Caroline! Co ty tu robisz??!
Blondynka jeszcze szerzej rozwarła jamę ustną.
- P-przed chwilą rzuciłaś we mnie jakimś cholernym zaklęciem, i pierwsza rzecz która przychodzi ci na myśl to co tu robię??!!!
Brunetka uśmiechnęła się niepewnie.
- Przepraszam?
Forbes wzniosła oczy ku sufitowi.
- Zresztą, nieważne. Mogłam się tego spodziewać. Ty atakujesz mnie magią, Klaus olewa mnie dla tej.. Camille. Jak to miło mieć przyjaciół! - z jej oczu wypłynęły łzy.
Kol, do tej pory jako duch ignorowany,  podszedł bliżej do płaczącej Care,
- Czy ona właśnie powiedziała, że mój kochany brat wystawił ją dla Cami, czy to ja się przesłyszałem?
Czarownica wzruszyła ramionami, ale po chwili pokiwała głową.
Kol zagwizdał z podziwem.
- No, no! Nik ma niezły rozmach! Najpierw przez 1000 lat nic, a teraz dwie naraz! Plus matka Hope jeśli liczymy ją jako coś więcej niż inkubator.
Bonnie spojrzała na niego z wyrzutem.
- No co? Ona i tak mnie nie słyszy!
Dziewczyna przejechała sobie palcem po gardle, po czym podeszła do blondynki. Pogłaskała ją po ramieniu.
- Przepraszam Care.. Po prostu myślałam, że to ktoś inny. Ktoś... kto zasłużył żeby dostać tym zaklęciem prosto w twarz.
Caroline zaśmiała się przez łzy.
- Nie wątpię. W końcu ty jesteś ta szlachetna! Nie stosowałabyś magii na przypadkowch ofiarach. Chyba....
Obie wybuchnęły śmiechem i padły sobie w ramiona.
- Tęskniłam za tobą, wiesz?
- Wiem. - zaśmiała się Bennett. - Ja za tobą też.
Przytuliły się jeszcze mocniej.
Tymczasem Kol stał z założonymi rękami i patrzył na nie z szerokim uśmiechem.
- Wzruszające. - szepnął.
Wiedział że Bonnie i tak go usłyszy.
***
- No, to teraz opowiadaj!
- Ja?? To ty przed chwilą pojawiłaś się tu znikąd, zapłakana i z torbą ciuchów!
- Fakt. - uśmiechnęła się blondynka. - Ale od czego tu zacząć...
- Może od tego jak spotkałaś Klausa, i od kiedy jesteś zazdrosna o jakąś Cami-Srami. - Bonnie z satysfakcją patrzyła jak na twarzy jej przyjaciółki znów pojawia się uśmiech.
- To.. skomplikowane. A Camille nie jest taka zła po prostu...
- Wkurza cię? - podpowiedziała brunetka.
- Dokładnie! Ona jest wszędzie, nawet gdy jej nie ma! Cami to, Cami tamto, ciocia Cami! Ja rozumiem, że ona była i nadal jest dla niego ważna. Ale skoro tak bardzo zależy mu na niej, to czemu zainteresował się mną!! - Caroline uderzyła w stół kuchenny pięścią, tak mocno że aż się zachybotał.
- Nie wiedziałam że tyle się u ciebie dzieje... Ale nie sądzisz że trochę przesadzasz?
- Ja przesadzam??!
Bonnie wzdrygnęła się.
- To znaczy... Och... Camille jest jego przyjaciółką. I z tego co mówisz od dłuższego czasu pomaga mu z Hope i tak dalej. To jasne że jest dla niego ważna. Tyle że.. nie musisz być o to zazdrosna. Bo gdyby czuł do niej coś więcej, to przecież już dawno by jej to powiedział, prawda?
Caroline przytaknęła niepewnie.
- A skoro nigdy nie pokazał ani nie powiedział że chciałby, żeby to było coś więcej niż przyjaźń to...
- Nigdy jej nie kochał??!
- Właśnie. Nie martw się o nią Care. Przez to możesz tylko wyjść na zazdrosną jędzę.
Forbes uśmiechnęła się.
- Chyba rzeczywiście.. Ale nie tylko o nią chodzi. Klaus jest skomplikowany. Ja też. I jest jeszcze Hope.. ona bardzo szybko się do mnie przywiązała. I bardzo ją lubię i dlatego boję się, że jeśli mi i Klausowi nie wyjdzie, to ona będzie cierpieć. - w jej oczach zakręciły się łzy.
Bonnie chwyciła ją za rękę.
- Przestań. Nie ma sensu myśleć tylko o tym co może wyjść źle. Jeśli ci na nim zależy to.. powinnaś spróbować powiedzieć mu co czujesz. - Caroline chciała zaoponować, ale przyjaciółka uciszyła ją. - I  nawet nie wmawiaj mi że nic nie czujesz! Zależy ci na nim, inaczej byś tu nie przyjechała. Ale boisz się, bo on jest Mikaelsonem, tym złym który chciał skrzywdzić Elenę. I nadal myślisz od czasu do czasu, że twoi przyjaciele by go nie zaakceptowali. I chcesz wykrzyczeć mu w twarz ile złych rzeczy zrobił,ale jednocześnie chcesz żeby był przy tobie cały czas.
Caroline spojrzała na Bonnie z ciekawością.
- Jesteś pewna że mówimy o mnie?
- Co? - zapytała zdezorientowana Bennett - Przepraszam, rozkojarzyłam się. Co mówiłaś?
- Nieważne. - machnęła ręką blondynka. - Dobra, koniec tych smutnych opowieści. Przez chwilę poczułam się jak..
- Elena?
Zaśmiały się.
- Wyjdźmy gdzieś - zaproponowała czarownica - choćby na spacer.
- Jestem za! Tylko powiedz mi gdzie mogę znaleźć coś do jedzenia. Umieram z głodu.
- W lodówce są chyba jakieś owo.. Ale tobie nie o takie jedzenie chodzi, prawda?
Caroline uśmiechnęła się niewinnie.
- Macie jakieś worki z krwią, prawda?
- Ee.. W zasadzie to nie wiem... Nigdy nie pytałam..
- Nie szkodzi, spytam Stefana. Właśnie, gdzie on jest??
- Pierwsze drzwi na lewo. - powiedziała machinalnie Bonnie.
***
- Camille, jesteś tam?- zapytał Elijah po raz kolejny waląc w drzwi jej mieszkania. Odkąd rozstali się wczorajszego wieczoru nie miał od niej żadnych wieści i obawiał się, że ktoś mógł zrobić jej krzywdę.- Camille!- wykrzyknął i po raz kolejny chciał uderzyć w drzwi, gdy te z rozmachem się otworzyły.
- Czy jeżeli ktoś nie otwiera ci przez 15 minut nie rozumiesz, że nie chce tego zrobić?- warknęła nie dając mu szansy nawet na przywitanie
- Myślałem, że coś ci się stało.- bronił się wampir
- No to skoro już wiesz, że nic mi nie jest możesz sobie iść.- powiedziała i już miała zamknąć drzwi, jednak noga upierdliwego Mikaelsona nie pozwoliła jej na to.
- Camie powiesz mi co zrobiłem?- zapytał delikatnie
- Nic nie zrobiłeś. Po prostu sobie idź.- mruknęła, ale mężczyzna zobaczył po woli napływające do jej oczu łzy.
- Camille przecież widzę. Możesz mi powiedzieć.- szepnął i delikatnie otarł łzę z jej policzka
- Elijah... Nie... To nie jest w porządku.- jąkała się przez łzy, które teraz spływały po jej twarzy strumieniami.- Nie mogę... Bo.. Ty jesteś zawsze koło mnie i pomagasz mi i... I jesteś... Sobą... A ja cię zranię.
- Nie zranisz.- zapewnił ją Mikaelson
- Zranię. Bo ja zawsze wrócę do niego.- powiedziała i dopiero, gdy ręce Elijah'y opadły z jej ramion, a twarz skamieniała uświadomiła sobie, że złamała mu serce tymi samymi słowami, którymi Klaus złamał jej.
***
- Nie rozumiem czemu nie chciał ze mną rozmawiać.- powiedziała Caroline oglądając wiszące na wieszakach sukienki.- No dobra, wiedziałam, że Elena nie żyje, ale tyle się działo, że po prostu zapomniałam.- tłumaczyła.- Poza tym tobie też nie powiedziałam, a ze mną gadasz.
- Ale my to co innego. Zawsze byłyśmy przyjaciółkami.- powiedziała i widząc rozbawione spojrzenie Care na wspomnienie początków ich znajomości poprawiła się.- No praaawie zawsze, ale nie znasz facetów? Potrafią się obrażać miesiącami chociaż wiedzą, że to my mamy rację. No a on przeżył śmierć miłości swojego życia i ciągle myśli, że zrobiła to jego obecna dziewczyna.
- Swoją drogą to nie rozumiem go. Przecież Rebekah była w Nowym Yorku kiedy znaleźliśmy Elenę więc czemu nie chce nam uwierzyć i po prostu pogodzić się z Bekhą.- zastanawiała się Forbes mierząc szarą sukienkę, którą wypatrzyła.
- A bo ja wiem.- powiedziała Bonnie.- Powinnaś ją wziąć.- dodała przyglądając się blondynce.
- A wiesz, że chyba tak zrobię. Coś mi się w końcu od życia należy.- zaśmiała się po czym poszła do kasy i zapłaciła za ubranie.- To co? Idziemy na drinka czy włóczymy się jeszcze po mieście?-zapytała
- Co mówiłaś?- spytała Bennett niedosłysząc słów dziewczyny
- Pytałam... Czy idziemy na... Drinka. Ekhmmm...-powiedziała kaszląc między słowami Forbes
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Zakrztusiłam się trochę.- skłamała po czym ponownie odkaszlnęła wpadając na nieznajomą blondynkę i rozlewając spoczywający w jej ręce napój. Może nie do końca nieznajomą bo wampirzyca miała pewne wrażenie, że już ją kiedyś spotkała...
- O matko przepraszam cię bardzo.-powiedziała
- Nic się nie stało.- odpowiedziała z uśmiechem wycierając resztki soku z jej bluzki, jednak nie wiele to pomogło.
- Może ci pomogę?- zaoferowała pomoc Bonnie
- Nie, nie jest w porządku naprawdę. To tylko napój. Co mi się stanie? Najwyżej umrę z pragnienia.- zażartowała dziewczyna wycierając ręce w chusteczkę
- No to może w ramach przeprosin pójdziesz z nami na drinka?- zaproponowała Caroline
- No w sumie czemu nie.- zgodziła się blondynka i z uśmiechem podała Forbes rękę.- Tak w ogóle jestem Maggie
- Caroline. A to jest Bonnie.- odwzajemniła uścisk i wszystkie trzy udały się do pobliskiego baru, a Caroline ciągle miała wrażenie, że zna tą dziewczynę.
Niestety kilka drinków szybko je uciszyło...
***
Tylko raz w ciągu całego (1000 letniego) życia Elijah miał o coś żal do swojego brata. I nawet wtedy nie stracił do niego zaufania - uwierzył mu i tylko dzięki temu odzyskał resztę swojego rodzeństwa. Co prawda później Finn i Kol i tak odeszli ale... odzyskał ich.
Nie miał zamiaru przez jedną dziewczynę niszczyć swojej relacji z Klausem, która teraz była w całkiem niezłym stanie. Wiedział że to nie wina Camille, ani Klausa, ani nawet jego samego. I wiedział, że powinien się z tym pogodzić, tak jak zawsze to robił. Powinien wybrać rodzinę.
Ale to że o tym wiedział wcale nie ułatwiało sprawy.
Bo zdążył już zacząć myśleć o tym jak jego życie mogło by się zmienić, gdyby jemu i Camille wyszło. Nie żeby cały czas o tym fantazjował - ale raz czy dwa naszła go taka myśl.
Gdy ją widział automatycznie zaczynał się uśmiechać - tak samo jak Klaus gdy widział Caroline. I miał nadzieję że obaj w końcu znajdą szczęście.
Nie pierwszy raz ta nadzieja została zniszczona.
I dlatego teraz szedł do domu z uczuciami, których wcale nie chciał mieć, w pogodzie która kompletnie do nich nie pasowała - było słonecznie, ciepło a na niebie widniało tylko kilka małych chmurek. Mijał ludzi którzy nie wiadomo dlaczego uśmiechali się w jego stronę - może dlatego że w powietrzu wciąż było czuć lato, może dlatego że po prostu mieli dobry dzień. Automatycznie odwzajemniał uśmiechy - ale nie potrafił spojrzeć im w oczy.
W końcu dotarł do domu i mimowolnie odetchnął z ulgą - Klausa nigdzie nie było. Może wyszedł gdzieś z Caroline (albo z Camille, podpowiedział jakiś złośliwy głosik w jego głowie, ale zignorował tą myśl).
Najstarszy pierwotny skierował się do swojego biura i już otwierał drzwi - gdy w powietrzu rozległ się głos:
- Elijah! Dobrze że cię widzę! - Klaus wydawał się zdenerwowany i jakiś.. zaniepokojony?
- Witaj Niklaus. Jestem trochę zajęty więc jeśli nie masz nic przeciwko to..
- O nie bracie, za dużo pracujesz! Ostatnio prawie w ogóle cię nie widuję. Albo ślęczysz nad tymi starymi księgami albo martwisz się tymi ostatnimi.. wypadkami. Kiedy ostatni raz zrobiłeś coś dla rozrywki?
Elijah zebrał wszystkie swoje siły żeby odpowiedzieć spokojnie.
- Klaus, twoja córka nie może tu wrócić aż nie rozwiążemy tej sprawy z mieszańcami. Ostatnio zrobiło się jeszcze gorzej - zamordowano Emily, koleżankę Cami..
Blondyn machnął niecierpliwie ręką.
- Wiem. Ale jej i tak już nie pomożesz, parę godzin nie zrobi jej większej różnicy. Proszę Elijah, potrzebuję twojej rady!
- A Cami potrzebuje wiedzieć co się stało z jej przyjaciółką. - odparł przez zaciśnięte zęby starszy Mikaelson. - To mogła być ona Klaus! Ją mógł ktoś zamordować! Rozumiem że podoba ci się perspektywa bycia sam na sam z Caroline bez Hope, ale czy Cami też już cię nie obchodzi??!
Zszokowany Niklaus ze złością zacisnął pięści.
- Jak śmiesz sugerować że moje własne dziecko mi przeszkadza!! Myślisz że za nią nie tęsknię??! Tęsknię jak cholera, bo, przypominam, to moja a nie twoja córka!! Co ci się stało??! A Cami jest.. dobrą ciocią dla Hope, ale bez przesady! Przecież nic jej nie jest!
- Jeszcze! Zresztą, nieważne. Przecież ciebie i tak nie obchodzi co ona czuje! Co tym razem jej zrobiłeś że płakała??
Klaus złapał się za głowę i zaśmiał histerycznie.
- A co, przyleciała do ciebie na skargę??! To nie twoja sprawa Elijah, nie mieszaj się do moich relacji z Camille.
- Wyobraź sobie że sam do niej poszedłem, bo się o nią martwiłem! No, ale ty przecież nigdy się o nikogo nie troszczysz! Tak samo było z Hayley!
Gdy tylko Elijah wykrzyczał ostatnie słowa prosto w twarz Klausowi, zrozumiał co tak naprawdę powiedział.
- Klaus, ja... Nie o to mi..
Niklaus odwrócił się od niego.
- Zostaw mnie.
- Nikla-
- Zostaw mnie!!! - głos młodszego z braci poniósł się echem po posiadłości. - Myślę że wszystko już sobie wyjaśniliśmy.
- Nik ja nie..
- Wracaj do pracy. W końcu ONA cię potrzebuje.
~~~~~~~
Witajcie ludzie!
Nowy rozdział jest w waszych rękach i mamy nadzieję, że wam się spodobał. A jeśli tak - błagamy was o komentarze! Wiemy że najłatwiej jest przeczytać i od razu olać bloga, ale wasze komentarze pokazują nam że warto pisać dalej! W każdym razie - kochamy was i do następnego razu.
Mar&Yacker
P.S. Pytanie od nas - w jakich jesteście fandomach? Może są wśród was jakieś bratnie dusze :D jakby coś - piszcie na asku albo gg, linki w zakładce kontakt z autorkami ;)

5 komentarzy:

  1. Super! Z niecierpliwością czekam na następny :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział jak zawsze , oby najszybciej pojawiła się Klaroline . Zapraszam do siebie na klauscarolineandbabyhope.blog.pl jest już 4 rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super i czekam z niecierpliwością na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super i czekam z niecierpliwością na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  5. świeeetny rozdzial! :D I jak zwykle nalogowo musialam czytac go po kilka razy ^^ Mam nadzieje ze po obejrzeniu TO bedziecie mialy na nowo wene bo ja w Was wierze i w wasza cudowna historie <3

    OdpowiedzUsuń