"I'm trying find the words to say I wish was beside you."
***
Bonnie wróciła do domu, przybita i zniechęcona. Zaczęła rozsuwać kurtkę, ale najwyraźniej coś się zacięło - zamek nie ruszył ani w górę, ani w dół.
- Niech to! - krzyknęła i pociągnęła, wreszcie z jakimś efektem. Zdjęła buty i poszła do kuchni, mamrotając pod nosem przekleństwa.
Ten dzień wcale nie zaczął się źle. Ale wpadła na genialny pomysł żeby skontaktować się z Daviną w sprawie wskreszenia Kola. I skończyło się to tym, że nawet nie weszła za drzwi mieszkania dziewczyny.
- Cholerna mała s- zaczęła wchodząc do kuchni, ale widząc Hope natychmiast zamilkła. - Hej kochanie! - przywitała się nadmiernie wesołym głosem.
- Bonnie czy to że ktoś płacze bez przerwy przez godzinę jest normalne u dorosłych?
Bennett spojrzała na dziewczynkę ze zdumieniem.
- S-skąd przyszło ci do głowy takie pytanie?
- I czy można płakać bez żadnego dźwięku? Można czy nie?
-Hope! Mów co się stało. Wujek Stefan i ciocia Rebeka znowu się pokłócili?
- Nie.. są w pokoju wujka chyba. Ale nie o nich chodzi.. Cioci Caroline coś się stało.
- Gdzie ona jest?
- U mnie w pokoju.. przyprowadziłam ją z parku i powiedziałam żeby się tam położyła...
Bonnie już kierowała się w stronę drzwi, gdy przypomniała sobie o czymś i podeszła do Hope. Przykucnęła i zajrzała dziewczynce głęboko w oczy.
- O nic się nie martw, dobrze? Zajmę się ciocią, a ty pooglądaj sobie książkę.
- Tą z liskiem? - zapytała trochę weselej dziewczynka.
- Tą z liskiem. - kiwnęła głową dziewczyna. - Ja za chwilę wrócę i wtedy zrobimy sobie coś pysznego i zawołamy wujka i ciocię. Co ty na to?
Hope uśmiechnęła się tylko i pobiegła po książkę. Bonnie za to poszła do Caroline, przed wejściem biorąc głęboki wdech.
***
Blondynka siedziała na łóżku ze skrzyżowanymi nogami. Nawet nie zakrywała twarzy rękami - zwisały po prostu po obu stronach jej ciała, bezwładne i bezsilne. Nie robiła też gwałtownych wdechów, jak to zwykle bywa gdy człowiek płacze. Siedziała tylko, a po jej policzkach płynęły spokojnie strumyczki łez.
Po pewnym czasie, skrzypiąc, otworzyły się drzwi. Dziewczyna jednak nie zareagowała nawet mrugnięciem.
Jej przyjaciółka powoli podeszła do łóżka.
- Caroline.. - powiedziała miękko. - Hope powiedziała że tu jesteś. Bardzo się o ciebie martwi. Teraz już się uspokoiła, ale gdy przyszłam była przerażona. No, ale znasz dzieci. Wystarczy uśmiech, ulubiona książeczka i wszystko jest dobrze. - Bonnie uśmiechnęła się słabo. - Care, co się stało? Chodzi..chodzi o Klausa?
Blondynka popatrzyła na nią i powoli pokiwała głową.
- Rozmawialiście?
Kiwnięcie.
- Powiedział coś złego??
Caroline gwałtownie zamachała rękami, a na jej twarzy pojawiło się dużo więcej łez.
- Hej, wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć. - Bonnie pogłaskała ją po ramieniu.
Forbes zareagowała na to jeszcze większym płaczem, a druga dziewczyna zdezorientowana wzruszyła ramionami.
- Skoro nie chcesz to nie naciskam! Powiesz kiedy będziesz gotowa. Po prostu chcę żebyś wiedziała, że jestem tu.
Caroline podniosła na nią wzrok i nagle zerwała się z łóżka i popędziła do kuchni.Zdziwiona czarownica obserwowała jak wampirzyca wraca z kartką papieru i długopisem po czym szybko coś na niej pisze. Blondynka podniosła kartkę.
- Straciłam głos. - przeczytała głośno Bonnie. - A Klaus nie chce mnie znać.
***
Przemierzał ulice swojego miasta. Miasta, które tak kochał. Miasta w którym odbudował swoją rodzinę. Miasta w którym dostał od losu drugą szansę. I nagle wszystko straciło dla niego sens... Nie żeby nie miał jakichś większych problemów i zmartwień, ale to... Nigdy nie wyznał nikomu swoich uczuć aż do tego stopnia. Nigdy nie wyraził w prost takich emocji i nigdy nie myślał, że będzie to aż tak bolesne.
- O! Klaus dobrze, że cię widzę.- usłyszał głos i po chwili z balkonu zeskoczył do niego Marcel- Coś się stało?- zapytał widząc minę Mikaelsona
- Nie twój interes. Co to za sprawa?- warknął
- Ta dziewczyna o której rozmawialiśmy przez telefon, ta martwa. Znaleźliśmy coś w jej telefonie.- powiedział i pokazał wampirowi urządzenie na ekranie którego widniała lista esemesów.
- No wiadomości. Co w tym dziwnego?- powiedział lekceważąco i chciał oddać koledze telefon
- Przeczytaj je.- powiedział i na siłę wepchnął Klausowi telefon do ręki, a ten bezmyślnie zaczął przewijać listę wiadomości, gdy nagle jedna przykuła jego uwagę.
Caroline świetnie się wczoraj bawiłam i jeszcze raz dzięki za bransoletkę.~Lisa
- Ty chyba nie myślisz, że ona pisała do naszej Caroline, prawda?- zapytał nagle wyjątkowo zainteresowany całą sytuacją
- Sam zobacz.- powiedział i wskazał na numer w swojej komórce oraz telefonie Lisy. Zgadzały się.- Musisz natychmiast zadzwonić do Care i to wyjaśnić.
- A sam nie możesz tego zrobić?- zapytał oschle Mikaelson
- Nie, bo tylko tobie wyjawi całą prawdę.- wyjaśnił Marcel zdziwiony reakcją wampira
- Nic mi nie powie, bo w ogóle ze mną nie rozmawia, a teraz Marcellusie do wiedz się o co w tym wszystkim chodzi i przekaż mi jak najszybciej.- powiedział władczym tonem.
- To rozkaz?- zapytał ironicznie czarnoskóry chociaż dobrze znał odpowiedź
- A jak ci się wydaje?! Zmiataj stąd!- krzyknął Niklaus, a Marcel o dziwo posłuchał go. Na odchodnym powiedział tylko
- Niedługo nikt nie będzie z tobą rozmawiał. Nawet własna córka.- na te słowa Klaus w ciągu sekundy dorwał wampira i przyparł do muru, jednak po kilku sekundach patrzenia na niego z czymś w rodzaju furii i obrzydzenia puścił go wolno, a sam rozpłynął się w powietrzu.
***
- Jak to straciłaś głos?!- zapytała zdezorientowana Bonnie- Przecież... Przecież to niemożliwe. Znaczy mówiłaś, że boli cię gardło, ale myślałam, że to efekt uboczny upicia się. Poza tym o co chodzi z Klausem??- wyrzuciła na jednym wdechu wiedźma co Forbes skwitowała jedynie wzruszeniem ramion.
- Bonnie...- usłyszała nagle tuż za sobą głos Kola.- Wyjdźmy na chwilę.- powiedział
- Care zaraz wrócę i wszystko wyjaśnimy. Tylko błagam przestań płakać.- zwróciła się do blondynki po czym udała się do kuchni i od razu odkręciła wodę, aby wampiry nie mogły jej usłyszeć.- Kol to nie najlepszy moment.
- Bonnie... To ty.- powiedział smutno duch
- Co? O czym ty mówisz? Co ja?- zapytała zdezorientowana
- Ty. Kiedy tu przyjechała rzuciłaś w nią zaklęciem, pamiętasz? Dlatego straciła głos.- wyznał Mikealson na co wiedźma Bennett zaczęła nerwowo chodzić po pokoju mamrocząc tylko "Nie... To niemożliwe...Nie, nie nie...."- Bon...W porządku?- spytał zmartwiony
- Nie! Nic nie jest w porządku Kol! Jak mogłam być taka głupia? Jeżeli ona się dowie już nigdy mi nie wybaczy.... A co jeśli... Jeśli nie uda mi się tego cofnąć?- mówiła zanosząc się spazmatycznym szlochem. Świadomość, że już po raz kolejny jej najlepsza (I w tym momencie jedyna) przyjaciółka znów przez nią cierpi była dla czarownicy zbyt wielkim brzemieniem. Jak przez mgłę słyszała słowa Kola o tym, że nie powinna się poddawać i że jakoś to naprawią, jednak ona znała prawdę; Nie umiała tego naprawić, ponieważ nie wiedziała co tak naprawdę zrobiła. Kiedy myślała, że to Damon stoi za drzwiami po prostu zebrała w sobie najwięcej mocy ile potrafiła i po prostu... Uderzyła. Na początku myślała, że na szczęście jej się nie udało. Nie mogła się bardziej mylić...
- Bon... Bonnie... Bonnie.- słyszała nawoływania Kol'a. Chyba tylko dzięki nim jeszcze nie zemdlała. Mikaelson mało myśląc objął ją w talii i przytulił. Ten uścisk, niby zwykły przyjacielski gest, a jednak dodał jej otuchy. Zrozumiała, że nie może się załamać, ponieważ Caroline potrzebuje jej teraz bardziej niż kiedykolwiek. Uśmiechnęła się więc do wampira i powróciła do swojej przyjaciółki obmyślając tysiące sposobów jak przywrócić jej głos.
***
- JAK TO LISA NIE ŻYJE?!- ryknął do słuchawki Sebastian, gdy tylko odebrano jego połączenie.
- Normalnie. Nie wywiązała się z zadania i wkurzyła szefową, więc za to zapłaciła.- powiedział ze stoickim spokojem jego pracodawca
- Ale jak to? Jesteście tutaj? W Nowym Orleanie?- zapytał zdezorientowany chłopak
- Nie idioto. Oczywiście, że nie. Jednak gdybyś nie wiedział mamy więcej ludzi niż ty i te trzy lalunie.- prychnął mężczyzna
- Teraz już tylko jedną ponieważ dwie pozostałe nie żyją.- powiedział i natychmiast pożałował tych słów. Przecież szef nic nie wiedział o Emily...
- Jak to dwie?!- warknął.
- Dwie żyją chciałem powiedzieć.- próbował wyprostować sytuację, jednak dobrze wiedział, że już się z tego nie wykręci.
- Nie kłam Smythe! Kto jeszcze nie żyje?!- krzyknął
- Emily....- wyszeptał chłopak.
- Kto ją zabił?- zapytał rozwścieczony mężczyzna, a w telefonie nastała głucha cisza- Kto Smythe?! KTO?!
- Caroline... Caroline Forbes...- skłamał. Natychmiast usłyszał dźwięk przerwanego połączenia, co mogło oznaczać tylko jedno. Jego najemnicy już szykowali zemstę na tej dziewczynie. Sebastian dobrze wiedział, że jest niewinna, jednak gdyby powiedział prawdę Santana.....
- Co ja zrobiłem?- powiedział do siebie i schował twarz w dłonie.
Obiecałyśmy rozdział na czwartek i.. Jak zwykle nie wyszło :p bardzo za to przepraszamy, ale po prostu szkoła wyciska z nas całą energię. Mamy nadzieję że rozdział się podoba i zachęcamy do zostawienia po sobie komentarza.
Całusy
Mar&Yacker
Omg ! Biedna Caroline :-( :-( :-( :-( :-( Prosze szybko następny. :-)
OdpowiedzUsuńDobrze myslalam o problemie Caroline. Ech...liczyłam na jakąś rozmowę Klaroline ale to moze poczekac, wiem ze bd warto czekac :) Kol przytulajacy sie do Bon, no nie źle :) Świetny rozdział! O boze...i jeszcze Caro ktos bd scigal, Klaus ratuj ja *.* Zapraszam do siebie na nowy rozdział: http://anotherstrorycaroline.blogspot.com/2015/10/sezon-2-rozdzia-xi-zemsta.html
OdpowiedzUsuńKiedy rozdział i kiedy Klaroline i Hope
OdpowiedzUsuń