Playlista

sobota, 19 września 2015

Rozdział 25

"Say something I'm giving up on you, and I'm sorry that I couldn't get to you"


***

- Kolejny Mikaelson?! Macie tu gniazdo czy co?!
Zirytowany Kol spojrzał na niego gwałtownie.
- Mów głośniej, w końcu nikomu nie przeszkadzasz. - odparł z kłującą ironią , jednocześnie wskazując na Bonnie. - Wyjdźmy na zewnątrz.
Damon miał ochotę postawić się pierwotnemu, ale w końcu z rezygnacją wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Jakimś dziwnym sposobem Mikaelson pojawił się tuż za nim.
- Masz dziwny zwyczaj pojawiania się w najgorszym możliwym momencie Salvatore.
- Przepraszam że przerwałem ci obserwowanie Śpiącej Królewny. To jakiś syndrom bycia starym?
Kol zaśmiał się.
- To nie ja podkochiwałem się w dziewczynie brata i później ją odbiłem.
- No tak, przecież wasza rodzina jest ze sobą tak blisko. Dzieli was tylko wieko trumny i sztylet.
- Po co tu przyjechałeś? Nie licząc wpędzenia brata w depresję przez oznajmienie mu że jego była, a twoja obecna dziewczyna nie żyje.
Damon błysnął zębami w mroku.
- Może byłem samotny.
- A może chciałeś żeby wszyscy inni czuli ten sam ból co ty.
Zapanowała cisza.
Kol spojrzał na swojego rozmówcę, z determinacją wypisaną na twarzy.
- Nie powiesz o niczym Bonnie, rozumiesz?
- A niby czemu? Chcesz żebym ją okłamał? - zapytał Salvatore tonem niewiniątka.
- Chcę żebyś w ogóle z nią nie rozmawiał. Wyjdziesz teraz z tego domu, i nie wrócisz dopóki nie wrócisz do normalności. Dość już dzisiaj zniszczyłeś. Rozumiesz?
Damon zaśmiał się cierpko.
- Niby czemu miałbym cię słuchać?
Mikaelson wziął głęboki wdech.
- Bo mogę sprawić, że jeszcze raz porozmawiasz z Eleną.

***

- Ekhmmm...- zaczęła Caroline, gdy odsunęła się od Klausa. Chciała coś powiedzieć, wyjaśnić, ale... Nie miała zielonego pojęcia co się właśnie stało!!!- No więc...- próbowała sformułować jakieś logiczne zdanie i dzięki Bogu w tym momencie zadzwonił telefon Klausa.
- Halo?- zapytał szybko go odbierając.- Tak, Mhmm. Tak słyszałem już, Hope dzwoniła. A gdzie on jest? Aha, no dobrze za chwilę będę.- powiedział po czym rozłączył się
- Kto to był?- zapytała blondynka, gdy schował telefon do kieszeni
- Camille, muszę do niej jechać. Podobno to coś ważnego.- odpowiedział, a Caroline poczuła się jakby ktoś wbił jej nóż w plecy. Albo raczej kołek w serce...- Jedziesz ze mną?- zapytał, lecz brzmiało to bardziej jak pytanie retoryczne.
- Nie, dzięki mam jeszcze parę spraw do załatwienia.- skłamała
- No to do zobaczenia o 20.- powiedział po czym uśmiechnął się do niej i ruszył w swoim kierunku.
- Paa...- mruknęła Caroline i powolnym krokiem ruszyła w dalszą podróż po Bourbon Street rozmyślając o pewnym tysiącletnim wampirze...

***

- Nie ma opcji! Nie, tego nie było w umowie.- wykłócał się do słuchawki Sebastian- Nie obchodzi mnie to. Miałem zdobyć informacje i je masz, zostaw mnie w spokoju.
- A wiesz jaką śliczną sukienkę ma na sobie dzisiaj twoja dziewczyna?- zapytał się jego rozmówca- Jest bardzo delikatna i... Czekaj jak nazywa się ten kolor... Czekaj, nie podpowiadaj, przypomnę sobie. O! Pudrowy róż! Szkoda byłoby pobrudzić ją krwią prawda?- drażnił się z nim
- Nie mieszaj jej do tego!
- Przynieś mi martwą O'Connell, a twoja lalunia będzie cała i zdrowa.- powiedział apodyktycznie mężczyzna po czym nie czekając na odpowiedź rozłączył się.
- Tak jest szefie.- mruknął do siebie przybity Sebastian i zaczął dalej obserwować poczynania blondynki. Odkąd rozstała się ze starszym Mikaelsonem był pewny, że wejdzie do domu i na tym skończy się jego dzisiejsze śledztwo, ale kiedy już miał sobie pójść wyszła z domu i najwyraźniej na kogoś czekała. Po około 15 minutach przed budynkiem pojawił się nie kto inny, jak sam Klaus Mikaelson.

***

Damon przez jakąś minutę wpatrywał się w niego, kompletnie bez ruchu. Nawet nie mrugnął. Nagle nie parsknął śmiechem.
- Cz-czekaj, myślałeś że naprawdę się na to nabiorę? "Och, zostaw Bonnie, pokażę ci twoją martwą dziewczynę w zamian"?? Co ci się stało Mikaelson, zaniki pamięci?? Nie mam człowieczeństwa, nie mam uczuć, nie mam nic. A teraz wybacz, idę poinformować Bonnie że jej przyjaciółka - a może powinienem powiedzieć była przyjaciółka - nie żyje.
Kol chciał zastawić mu drogę, ale zorientował się że nic to nie da.
Damon wszedł do pokoju.
Mikaelson mógł oczywiście tam wejść. Ale bezczynne patrzenie na cierpienie Bonnie nie było najlepszym pomysłem, musiał sam to przyznać.

***

- Cześć.- powiedziała Camille widząc nadchodzącego Klausa.
- Co chciałaś?- zapytał oschle wampir
- No porozmawiać.
- Mówiłaś, że to ważne.- warknął
- No-o bo dla mnie to jest ważne.- wymamrotała zbita z tropu dziewczyna. Może ciuuutke skłamała dzwoniąc do Niklausa mówiąc, że to bardzo poważna sprawa i muszą się spotkać, zwłaszcza że kilka godzin wcześniej była na czymś w rodzaju randki z jego bratem...
- Cami żyjesz?- zapytał się jej zniecierpliwiony blondyn.
- Co?? Tak, tak przepraszam. Jeżeli jesteś zajęty to możemy to przełożyć.- powiedziała smutno
- Skoro mnie tu już ściągnęłaś to mów i miejmy to za sobą.
- Dlaczego ty zawsze musisz być takim dupkiem?- zapytała zdenerwowana zachowaniem Mikaelsona
- A dlaczego nie? To ty najpierw ściągnęłaś mnie tu bez powodu,  a teraz nie chcesz nic powiedzieć.-wycedził przez zęby Klaus
- Bo chciałam z tobą porozmawiać.
- Przecież rozmawiamy!
- Wydzieranie się na mnie to nie rozmowa!- krzyknęła
- To dlaczego tu jestem?!
- Bo cię potrzebuję.- wyrzuciła z siebie na jednym tchu O'Connell. Słowa te zawisły w powietrzu i już nic nie mogło ich cofnąć. Camille wcale nie chciała tego powiedzieć, nawet nie była do końca pewna czy to prawda. Po prostu....
- Przykro mi Cami, ale ja ciebie nie.- wyznał Klaus, a Cami poczuła jak coś w niej pęka. Nie chciała płakać... Tak bardzo nie chciała się rozpłakać.
- To przez nią, prawda?- powiedziała łamiącym się głosem.- Caroline, to przez to że się tu pojawiła. Gdyby nie ona wolałbyś mnie.
- Cami...- zaczął Mikaelson widząc łzy pojawiające się w oczach dziewczyny
- Co ona w sobie ma czego nie mam ja?- zapytała
- Camille przestań.- uciszył ją wampir. Na swój sposób był w stanie ją zrozumieć. Pomagała mu, wierzyła w to, że nie jest skazany na potępienie, wspierała gdy wszyscy byli przeciwko niemu. Zasługiwała no jego miłość tyle, że...- To zawsze była Caroline.- szepnął- Gdy mnie nienawidziła, gdy rzucała we mnie obelgami, kiedy kazała mi odejść. Wszystkie nasze wzloty i upadki... Cami przepraszam, ale... Ja zawsze wybiorę ją...- wyszeptał Klaus, po czym ucałował dziewczynę w policzek i rozpłynął się w powietrzu zostawiając ją samą po środku Nowego Orleanu...
***

Poczuła że ktoś nią trzęsie.
-Hmm?? O-o co chodzi? - zapytała, nie otowierając oczu.
Ktoś się zaśmiał.
- Pora wstawać śpiochu. - stwierdził, a później znowu zaśmiał. Ten dźwięk był znajomy... Tak, na pewno był znajomy!
Otworzyła szybko oczy i zauważyła nad sobą czarnowłosego.
- Damon??!
- Też tęskniłem. - przytulił ją mocno.
Bonnie poczuła, że do jej oczu napływają łzy, a w gardle rodzi się śmiech.
- Przepraszam że nie dzwoniłam ani nic.. ja.. tak bardzo za tobą tęskniłam! N-nie masz pojęcia jak się cieszę!
- Ja też Bon-bon, ja też. Szkoda tylko że Stefan nie cieszy się tak bardzo jak ty.. - Jej przyjaciel zasępił się.
Bonnie spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Nie, musiałeś go źle zrozumieć. Dawno się nie widzieliście, zrozum.
Salvatore uśmiechnął się smutno.
- Chciałbym być takim optymistą jak ty..
Dziewczyna poklepała go po ramieniu.
- Jestem pewna, że wszystko sobie wyjaśnicie. Musisz go zrozumieć... Macie za sobą trudne chwile.
Damon spojrzał na nią z wdzięcznością.
- Rozumiem go Bonnie. Gdybym ja usłyszał że moja dziewczyna zamordowała Elenę, też bym dziwnie zareagował.
Z satysfakcją patrzył jak jej twarz zmienia wyraz, oczy zachodzą mgłą, a ramiona zaczynają drgać. Powoli wstał z łóżka i uśmiechnął się tryumfalnie. Tak jak podejrzewał, w drzwiach stał Kol Mikaelson. Spojrzał w jego oczy, jego uśmiech się rozszerzył.
- Myślę, że przyda jej się teraz ktoś do otarcia łez. - szepnął i wyszedł, ani razu nie oglądając się za siebie.
Damon Salvatore nie był złym człowiekiem, wampirem czy czym tam.
Damon Salvatore po prostu dużo w życiu stracił, i nie potrafił sobie z tym poradzić,

***

- Wiedziałem, że szybko dasz sobie radę.- usłyszał w słuchawce ten sam irytujący głos co zwykle.- To jak zabiłeś tą całą Camille?- zapytał wyraźnie uradowany mężczyzna, przedrzeźniając imię dziewczyny
- Nie zabiłem jej.- sprostował Sebastian, a ton jego przełożonego momentalnie się zmienił
- Więc czemu zabierasz mój cenny czas?- warknął
- Bo dowiedziałem się czegoś ważnego.- powiedział i zanim mu przerwano wyjaśnił- Nie musimy zabijać Cami, bo to Elijah ma do niej uczucia, nie Klaus.
- Masz 10 sekund na rozwinięcie swojej wypowiedzi. Potem się rozłączam.- powiedział mężczyzna, ale Smyth wyczuł, że zainteresował swojego rozmówcę
- Widziałem dzisiaj ich kłótnię. Sprzeczali się o jakąś Caroline. Klaus praktycznie wyznał, że ją kocha. Jeżeli więc plan pozostaje bez zmian to właśnie ją powinniśmy zabić.
- Nie.- powiedział stanowczo-Nikogo nie będziemy zabijać. Masz dalej obserwować Camille i nie ustępować na krok Forbes. Obgadam to z szefową i wtedy dostaniesz dalsze instrukcje. Rozumiesz?- zapytał władczo mężczyzna
- Oczywiście.- przytaknął Sebastian po czym odłożył słuchawkę. Kamień spadł mu z serca, że nie musi zabijać tej dziewczyny. Obserwował ją od dłuższego czasu i swoją drogą polubił ją... Spodobał mu się jej temperament i odwaga. "Dlaczego zawsze musisz być takim dupkiem?" zapytała Klausa. Mało który człowiek byłby na tyle odważny ( lub głupi) by wypowiedzieć taki słowa do hybrydy. On też kiedyś usłyszał takie słowa. Tyle, że jego odpowiedź różniła się tysiąckrotnie od odpowiedzi Mikaelsona. On wziął swoją dziewczynę w ramiona po czym ze śmiechem pocałował... Kłócili się, ale nigdy nie byli tak szczęśliwi jak wtedy... Teraz on był mordercą, a ona jego słabością...


~~~~~~~~~
Witamy, witamy ;)
Jest sobotni wieczór, a my mamy dla was ten nieco dramatyczny rozdział :P
Dodajemy go i mamy nadzieję, że nie jest najgorszy, ponieważ niestety nie wiem co myślicie o naszych wypocinach przez brak komentarzy :( ( tak, tak biorę was na litość xD) Na szczęście nadal odwiedzacie naszego bloga o czym świadczy ponad 9000 wyświetleń! Matko, jesteście niesamowici za co wam baaaaardzo dziękujemy <3 Kolejny rozdział jak zwykle w przyszły weekend, a więc miłego czytania i....Napiszcie chociaż kilka motywujących komentarzy ;**
Pozdrawiamy
Kochamy Was
Mar&Yacker ;*




4 komentarze:

  1. Świetny rozdział, miło się go czyta. Trochę dramatycznie, ale ciekawie ciekawie. No czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział. Kocham Damona <3 Z niecierpliwością czekam na kolejny.
    Pozdrawiam!
    http://klatwa-blizniakow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej :* Wróciłam i przepraszam że dopiero teraz dodaję komentarz, ale miałam problemy z Internetem, ale jak wiecie nigdy Was nie opuszczę :D A więc co by tu powiedzieć...hmmm zatkało mnie, serio. Nawet nie wiecie jaka byłam zadowolona jak Klaus wygarnął Cami. Hyhy, okrutna ja:D I jeszcze ten tekst, że to zawsze bd Caroline, no po prostu miód dla moich uszu :D Ejejej ja chcę więcej Kenneta :D Ja to mam wymagania jak nie Klaroline to Kennet xd Ale ja w waszym wykonaniu kocham wszystkie pary dlatego tez stawiam wyzsza poprzeczkę :D Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów! :D A i jeszcze więcej Klaroline proszę! <3 Pozdrawiam miśki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Przeczytałam wszystko! Najlepszy blog ! Kiedy następny? Czekam z niecierpliwością :-D. Dziewczyno masz prawdziwy talent :-D :-D :-D :-D

    OdpowiedzUsuń