"I'm gonna clean up the mess i made, maybe it's not too late"
***
- Mój ulubiony sobowtór, śmierć ci służy, wyglądasz kwitnąco. To znaczy jak na ducha.
- Och nie zmieniaj tematu. Nie jestem jak te wszystkie biedaczki które potrzebują komplementów żeby podnieść sobie samoocenę.
- Doprawdy? Z tego co pamiętam komplementy Elijah'y lubiłaś...
- Nie mieszaj go w to - warknęła - to co robię nie ma najmniejszego związku z nim.
- Naprawdę? To nie dla niego chcesz tu wrócić?? Chyba coś przegapiłem..
Kobieta wbiła w niego spojrzenie ciemnych oczu.
- Zawsze byłeś dobry w słownych gierkach, muszę to przyznać. Dlatego będę miła i spytam ponownie: Jak Sheila utrzymuje cię po tej stronie? - Ostatnie słowa wycedziła przez zaciśnięte zęby, jednocześnie zbliżając się do niego coraz bliżej.
Zaśmiał się i odsunął od niej.
- Moja biedna mała żmijo. Naprawdę myślisz że ci to powiem? Spójrz prawdzie w oczy - nie masz żadnych atutów, gra skończona. Przegrywasz walkowerem. A teraz idź gnębić jakąś inną grzeszną duszę, ja mam lepsze rzeczy do roboty.
- No tak, obserwowanie rodzinki... O, kogo my tu mamy. Rebeka z facetem - typowe. Czekaj, to dziecko też należy do waszej dysfunkcyjnej rodzinki? Nie, nie odpowiadaj, i tak mnie to nie obchodzi.
- To dziecko to bratanica twojego ukochanego. Chociaż może powinienem powiedzieć byłego ukochanego?
Przez jej twarz przemknął jakiś cień uczucia, ale natychmiast zgasł.
- Już mówiłam że Elijah i ja to stara historia.
- Tu muszę się zgodzić. Baardzo stara.
Przez chwilę brunetka nie odzywała się, tylko wodziła oczami po parku, jakby szukała ofiary. Potem zahaczyła wzrokiem o ciemnoskórą dziewczynę i nagle jej twarz przyozdobił uśmiech leniwego zadowolenia.
- Mogłaś się bardziej wysilić Bennett. To aż oczywiste. - wymamrotała pod nosem.
- Co mówisz?
Kol spojrzał na nią podejrzliwie. Odpowiedziała mu niewinnym uśmiechem.
- Właśnie powiedziałam że dam ci spokój. Mam mało czasu, a ty nie należysz do najbardziej pomocnych osób. Do zobaczenia Kol.
Ledwie to powiedziała i już jej nie było. Mikaelson tylko wzruszył ramionami. Po Petrovych można było się wszystkiego spodziewać.
***
Bonnie dopiero po chwili
zauważyła że Kol zniknął. Rozejrzała się dokładnie wokoło, ale chłopaka nadal nigdzie nie było. Wzruszyła lekko ramionami, ale trochę się zmartwiła - nigdy do tej pory duch nie znikał tak bez słowa.
- Coś się stało?
Hope pytająco uniosła brwi. Bonnie tylko uśmiechnęła się słabo i pogłaskała ją po głowie.
- Wszystko w porządku. Idziemy do twojej cioci i Stefana?
Dziewczynka pokiwała głową po czym złapała czarownicę za dłoń.
Ciemnoskóra stwierdziła że to zaskakująco miłe uczucie.
***
- Rebeka, proszę, błagam, usuń to zdjęcie!
Blondynka tylko zaśmiała się złośliwie.
- Nie ma mowy Salvatore, będę cię tym szantażować do końca świata.
- Rebeka!
- Nie rebekuj mnie. Zrobię z milion kopii jak tylko wrócimy do domu.
Ostentacyjnie wrzuciła telefon do zasuwanej kieszeni.
W końcu usiedli na kocu, rozkoszując się wiosennym słońcem.
- No dobrze, możesz zatrzymać to zdjęcie, ale obiecaj że nie pokażesz go Caroline. Będzie się ze mnie nabijała przy każdej możliwej okazji. I pewnie wypapla Klausowi.
- Umowa stoi, ty mój... rycerzu na różowym rowerku.
Stefan tylko pokręcił głową. Potem pochylił się i delikatnie ją pocałował.
Rebeka zaśmiała się.
- Sprytne, ale nadal go nie usunę.
2 dni później
***
- Co podać?- zapytała go stojąca za barem blondynka. Camille. Tak głosiła plakietka przyczepiona do jej fartucha.
- Piwo, poproszę.- odpowiedział uprzejmie Sebastian po czym uśmiechnął się czarująco do dziewczyny.
- Pierwszy raz tutaj?- spytała Cami podając mu szklankę i wracając do czyszczenia stojących na ladzie kieliszków.
- Nie, jakoś nie było czasu żeby wpaść.
- No to cieszę się, że go znalazłeś.- powiedziała blondynka, a po chwili odeszła aby obsłużyć kolejnych klientów wchodzących do baru. Sebastian obserwował jej każdy ruch. Było w tej dziewczynie coś co go intrygowało. Nie w sensie romantycznym, oczywiście. Miał po prostu wrażenie, że może ona mieć coś wspólnego małym śledztwem, które przeprowadzał. Po trzech piwach i kilku pojedynczych zdaniach zamienionych z barmanką, w końcu dostał to na co czekał.
- Elijah, jak miło cię tutaj widzieć. To co zawsze?- zapytała rozpromieniona Camille. Jak na oko Sebastiana, aż nadto rozpromieniona.
- Dzięki Cami, ale nie tym razem. Byłem w okolicy załatwiając parę spraw dla Klausa i pomyślałem, że wpadnę zobaczyć jak się miewasz.- wyjaśnił mężczyzna
- No wiesz... Staram się nie popadać w paranoje i zasłużyć na podwyżkę.- spróbowała zażartować Camie, jednak widząc zatroskaną minę swojego rozmówcy natychmiast spoważniała- Marcel poszedł już na bagna z Klausem?- zapytała po chwili
- Nie, jest z Caroline. Niklaus wyjechał poza miasto.- odpowiedział i po kilku minutach milczenia dodał- Muszę już iść, ale gdyby cokolwiek się działo dzwoń do mnie, dobrze?
- Jasne.- odpowiedziała luźno Camie, jednak ponownie spoglądając na twarz wampira poprawiła swoją odpowiedź.- Zadzwonię Elijah, nie martw się.
- Do widzenia.- powiedział tylko mężczyzna i już po chwili go nie było. Sebastian jeszcze przez chwile siedział przy barze i analizował dialog tych dwojga. Coś definitywnie działo się między nimi, a to mogła być bardzo cenna informacja. Prawie tak samo cenna jak nowina, że Klaus jest poza miastem, a jego dom jest bez żadnej ochrony. Sebastian zapłacił, po czym szybko wyszedł wybierając numer do swojego pracodawcy.
- Myślę, że mam coś co może cię zainteresować.- powiedział do słuchawki i zaczął opowiadać czego dowiedział się w Nowym Orleanie.
***
- Co za idiota chciałby tu mieszkać?- zapytała Caroline po raz kolejny wyciągając swojego buta ze szpary w podłodze
- No wieeesz... Parę osób by się znalazło.- zaczął swój wywód Marcel jednak widząc minę Forbes zamilkł. Nie żeby się jej bał. Ona po prostu.... go przerażała. No ale jak to możliwe, że taka krucha, delikatna, ładniutka blondyneczka w jednej chwili jest słodziutka i kochana, a w drugiej chce cię zabić, a twoje zwłoki zakopać w ogródku? Przecież to jest wbrew naturze!
- Znalazłeś coś ciekawego?- zapytała sama przeglądając porozrzucane na biurku papiery oraz przegrzebując szuflady.
- Nic poza brudnymi gratami.- odpowiada i dla większego efektu bierze do ręki książkę i dmucha na nią, wysyłając w powietrze obłoczki kurzu.- Tak właściwie to dlaczego Klaus chciał żebyśmy tu powęszyli?
- Nie chciał. To był mój pomysł.- wyznała wampirzyca
- A co ty masz o tego miejsca?- dopytywał Marcel przeglądając stojące na biblioteczce książki i szkatułki.- Byłaś tu w ogóle kiedyś?
- Do dzisiaj nie, ale odkąd Klaus opowiedział mi o Hayley i tym, że spędzała tu dużo czasu mam takie dziwne wrażenie, że to miejsce może pomóc nam znaleźć zabójcę Eleny i pozostałych.- wyjaśniła
- Kobieca intuicja.- prychnął wampir pod nosem i powrócił do poszukiwań. Po około 40 minutach pracy w ciszy Caroline stwierdziła, że nie znajdą w tym domu nic poza kolejnymi bezwartościowymi rzeczami i nudnymi książkami, więc zarządziła powrót do domu.
- Weź sobie chociaż bransoletkę na pocieszenie.- zażartował Marcel ciskając w nią błyskotką, którą właśnie wykopał z jednego pudełeczka.Forbes już miała odrzucić do niego biżuterię jednak wydało jej się w niej coś dziwnie znajomego. Po obejrzeniu jej kilkakrotnie zdała sobie sprawę na co patrzy.
- Masz minę jakbyś trzymała w ręku bombę.- zadrwił wampir widząc jak spogląda na przedmiot trzymany w rękach.
- Bo tak jest.- powiedziała w osłupieniu Caroline i jeszcze raz dokładnie obejrzała każdą przywieszkę na bransoletce zatrzymując się na małym srebrnym wilczku.
***
- No cześć kochanie, co tam słychać?- zapytał Klaus odbierając połączenie i wsiadając do auta
- W sumie to nic. Dzwonię zapytać się kiedy wracasz.- usłyszał po drugiej stronie słuchawki
- A co? Stęskniłaś się?- zażartował
- Nie przeginaj.- zganiła go dziewczyna i dosłownie mógł wyobrazić sobie jak posyła mu gromiące spojrzenie. Od kilku dni nie mógł wyzbyć się wrażenia, że zna ją lepiej niż kiedykolwiek. Kiedy wracali do domu po swojej niedoszłej wycieczce udało im się jakoś zakopać topór wojenny. Mikaelson miał duże wątpliwości co do zdradzenia Caroline tożsamości matki Hope, jednak gdy w końcu wyznał prawdę okazało się to momentem kluczowym ich relacji. Spodziewał się, że Forbes będzie wrzeszczeć, awanturować się i wypominać mu jego głupotę, jednak ku jego zdumieniu cała droga powrotna upłynęła im na sympatycznej konwersacji. Caroline opowiadała o tym co zwiedziła kiedy była w podróży i o miejscach, w które chciała się udać, a Klaus dzielił się z nią przygodami Hope, gdy stawiała swoje pierwsze kroki, uczyła się rysować pod jego czujnym okiem oraz męczyła Elijahę nauką czytania, pisania i jazdy na wszystkim co tylko miało kółka. Były to tak banalne sprawy, że gdyby nie poszukiwania seryjnego mordercy Klaus byłby w stanie uwierzyć, że są tylko dwojgiem normalnych ludzi, którzy spotkali się po latach i w końcu odnaleźli wspólny język. Niestety nie byli ani ludźmi, ani tym bardziej normalni...
- Klaus słuchasz mnie? Halo?- wyrwał go z zamyślenia zniecierpliwiony głos Care
- Co? Tak, tak przepraszam. Mogłabyś powtórzyć?- zapytał
- Mówiłam, że właśnie wróciłam z bagien i mam coś co może być całkiem przydatne.- wyjaśniła ponownie
- Naprawdę? To świetnie.- ucieszył się wampir- Co to takiego?
- To nie jest rozmowa na telefon. Opowiem ci wszystko jak wrócisz.
- No dobrze, będę najszybciej jak tylko mogę.- powiedział Klaus i już chciał się rozłączyć, gdy przypomniał coś sobie.
- Hope dzwoniła.- powiedział- Pytała się o ciebie i prosiła żebyś zadzwoniła do niej jak znajdziesz trochę czasu. Tęskni za tobą.
- Och, no to...- zająknęła się wampirzyca najprawdopodobniej nie spodziewając się, że mała Mikaleson będzie o nią pytać skoro nie rozmawiały od jej wyjazdu.- Ja... Na pewno do niej zadzwonię.- zapewniła po czym pożegnała się i rozłączyła zostawiając Klausa samego z jego myślami. Przez całą drogę do domu wampir rozmyślał o swojej małej córeczce oraz o tym jak mogłoby wyglądać ich życie z Caroline pod jednym dachem.
~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo! ;) Witajcie kochani po prawie miesiącu nieobecności. Bardzo was przepraszamy za tak długą nieobecność, ale pokrótce: Mar wybyła do Wrocławia, a mądra Yacker popsuła telefon (z czym nadal nie może się pogodzić :/ ) i praktycznie nie ma kontaktu ze światem, więc nie miała jak dokończyć rozdziału. Wiemy, że nie jest to żadne wytłumaczenie, jednak mamy nadzieję, że nie pomyśleliście, że zniechęciłyśmy się do pisania, bo tak nie jest! Nadal mamy ogromny zapał do pracy i postanowiłyśmy, że od początku roku szkolnego rozdziały będziemy dodawały regularnie w każdy weekend. Oczywiście jeżeli znajdziemy, więcej czasu będą rozdziały i w tygodniu, ale tego obiecać wam nie możemy, ponieważ obie mamy masę zajęć poza szkolnych i niekiedy nie starcza nam czasu, żeby żyć nie mówiąc o pisaniu :P Także to byłoby na tyle ogłoszeń parafialnych xD Mamy nadzieję, że ciągle nas lubicie i nie obraziliście się za naszą nieobecność.
Komentujcie i motywujcie nas do dalszej pracy ;)
Pozdrawiamy
Mar&Yacker ;**
Rezerwuję miejsce na komentarz! :3
OdpowiedzUsuńNie było Was trochę(choć dla mnie to jak wieczność) ale mimo wszystko i tak powróciłyście jeszcze w wielki stylu :3 Rozdziały są tak cudownie napisane, że już o ciekawych i nieprzewidywalnych wątkach nie wspomnę :D Klaroline najlepsze! :D Jak czytam ich wątki to mam od razu banana na twarzy ;3 I jesz Hope mmm *.* Tak jak nie lubię Cami tak ten wątek z tym detektywem czy kimś mnie zaciekawił :) Haha Bekha szantażująca Stefana zdjęciem haha xD Nigdy nie da mu spokoju, ale to nawet lepiej :) A co do rozdziałów to ja też postanowiłam dodawać je raz w tygodniu. Ważne że w ogóle będziecie je dodawać :)
OdpowiedzUsuń