Playlista

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 21

"If I lay here, if I just lay here, would you lay with me and just forget the world"

***

Wyczerpana rytuałem Bonnie wstała dopiero ok. 12. Całe mieszkanie niemal topiło się od słońca, a ona sama wprost lepiła się od potu.
Poczłapała wolno do kuchni, mając nadzieję że wampiry trzymają w lodówce coś innego niż woreczki z krwią - i została miło zaskoczona. Stwierdziła zupełny brak krwi, natomiast sporo owoców a nawet jakieś mleko. Wolała się nie zastanawiać czym w takim razie żywili się Stefan i Rebekah skoro nie mieli skradzionych ze szpitala zapasów...
W każdym razie nalała mleka do pierwszej lepszej szklanki (było tak zimne że aż zabolały ją zęby) i pochłonęła całe pudełko jagód.
Zdziwiła ją nieco panującą wszędzie cisza, ale po chwili i to się wyjaśniło.
" Jesteśmy w parku, wrócimy po południu. Hope cię pozdrawia." głosiła kartka leżącą na stole. Pod spodem zauważyła też dopisek, nakreślony najwyraźniej pismem Rebeki.
"Musimy pogadać o K."
Bonnie westchnęła. Trudno będzie wytłumaczyć wszystko Rebece jednocześnie nie zdradzając tego, że Kol jest na ziemi. Tak jakby.
Dziewczyna podniosła się z krzesła i szybko skierowała się do łazienki.
Nadprzyrodzone problemy same w sobie są stresujące, ale jeśli dodać do nich niemiłosierny gorąc to człowiek ma ochotę się pochlastać.

***

Po upływie pół godziny Bonnie nadal tkwiła w wannie. Chłodna woda z każdą chwilą poprawiała czarownicy humor, a piana miała śliczny zapach lawendy (Bennett wolała nie myśleć co zrobi Rebeka gdy odkryje brak tego płynu do kąpieli - wyglądał na dość drogi).
Wiedźma zamknęła oczy i była na granicy snu i jawy gdy usłyszała aż nazbyt znajomy głos.
- Topisz się? Bo jeśli tak to zawsze mogę cię uratować. Usta-usta i te sprawy.
Przerażona dziewczyna natychmiast otworzyła oczy.
- CO TY TU ROBISZ??!!
- Stoję i podziwiam widoki, a ty? - odparł uprzejmym tonem.
- USIŁUJĘ SIĘ WYKĄPAĆ!
- Ależ kąp się, mi to nie przeszkadza. - wzruszył ramionami.
- ALE MI TO PRZESZKADZA!
- No to się nie kąp. Po co robić coś co ci przeszkadza. Chociaż muszę przyznać że z tymi mokrymi włosami i chłodną bryzą ci do twarzy. Proste zaklęcie a daje tyle radości w gorące dni.
- NATYCHMIAST SIĘ STĄD WYNOŚ!!!
- Skoro tak bardzo nie chcesz być ze mną w jednym pomieszczeniu to raczej ty powinnaś wyjść. - zrobił niewinną minę.
- NIE MOGĘ!!
- Ależ możesz. Nikt ci nie zabrania.
-MOJE POCZUCIE GODNOŚCI MI NIE POZWALA!!
Kol uśmiechnął się złośliwie. Skoro Bonnie była w sytuacji bez wyjścia, to zgodzi się na wszystko, byleby tylko wyszedł.
- Dobrze, wyjdę skoro tak ci na tym zależy. Ale pod jednym warunkiem. No, właściwie dwoma.
- TY ŚMIESZ MI DYKTOWAĆ WARUNKI??!
- To nie ja utknąłem nagi w wannie, więc to ja stawiam warunki. No, chyba że chcesz wyjść, droga wolna..
- Grrrh. Gadaj czego chcesz.
- No, tak od razu lepiej się rozmawia, bez krzyków, na spokojnie..
- Nie wnerwiaj mnie!
- Dobrze, dobrze! Po pierwsze, obiecaj że zrobisz wszystko żeby wrócić mnie do świata żywych. 
Przewróciła oczami.
- Potrzebujesz na to gwarancji, serio?
- Po prostu przysięgnij.
- Okej, przysięgam że zrobię wszystko żebyś wrócił. A drugi warunek?? Trochę mi się spieszy.
Miała wrażenie że Kol zatarł ręce, jakby knuł jakiś spisek.
- Drugi warunek jest taki że gdy już mnie wskrzesisz, zgodzisz się pójść ze mną na randkę.

***

- Jestem głodna!!
Hope padła na koc ciężko oddychając.
- Ej, młoda damo, co się mówi??
- Jestem śmiertelnie głodna??
- Pro..
- Proszę daj mi coś do jedzenia bo jestem głodna.
- Proszę kochanie. - Rebeka podała jej kanapkę , a dziewczynka wgryzła się w nią jak jej ojciec w tętnice ludzi.
Po chwili pojawił się też Stefan, niosąc różowy rower Hope i mając na głowie jej równie różowy kask.
- Nic nie mów. - poprosił Rebekę gdy tylko zobaczył jej minę.
- Wujek Elijah mówi że zawsze trzeba nosić kask. - wtrąciła się nagle córka Klausa.
- Nawet jeśli nie jedzie się na rowerze?!
Zamiast odpowiedzieć Hope ponownie zajęła się kanapką.
Rebeka natomiast nic nie odpowiedziała, tylko zrobiła Stefanowi zdjęcie. W różowym kasku.
- Natychmiast to usuń!
- Nie ma mowy!
- Rebeka...
- Sam sobie usuń! - krzyknęła i zaczęła biec, trzymając telefon w ręce.
- Rebeka! - krzyknął mężczyzna - To nie jest śmieszne! - i ruszył w pogoń.
Natomiast Hope ze stoickim spokojem zajadała kanapkę.
Nie mieli zielonego pojęcia, że ktoś uważnie ich obserwował...

***

- Śpisz???- zapytała Caroline odwracając głowę w stronę swojego towarzysza
- Nie, a ty?- odpowiedział Klaus spoglądając na nią spod przymrużonych oczu, na co ona w odpowiedzi pokiwała przecząco głową.
- Kim ona jest?- spytała znienacka po chwili milczenia
- Osoba, która morduje ludzi w Nowym Orleanie? Sam chciałbym wiedzieć...- powiedział zasępiony wampir. Po tym jak Elijah zadzwonił do niego z informacją, że jakaś barmanka została zabita nie przestawał myśleć o niczym innym jak o tajemniczym mordercy czyhającym na jego rodzinę i ich przyjaciół.
- Nie.-powiedziała Care przerywając jego rozmyślania.- Matka Hope. Kto to?- zapytała wprost Klausa, czym kompletnie zbiła go z tropu.- No bo kiedy opowiadałeś mi całą historię mówiłeś tylko "mama Hope", "ona", ale nigdy po imieniu. Chciałabym po prostu znać imię.- wyjaśniła po chwili
- Uwierz mi Caroline, wcale nie chcesz tego wiedzieć.- powiedział Mikaelson po czym przewracając się na bok, aby lepiej widzieć twarz swojej rozmówczyni.
- Nie będę robić scen, obiecuję.- zapewniła go usilnie próbując uzyskać odpowiedź na nurtujące ją pytanie.- Ja po prostu... Po prostu od jakiegoś czasu ciągle o tym rozmyślam. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że to ważny element tej naszej pokręconej układanki, który został przede mną ukryty.
- Lepiej...- zaczął Klaus, ale Care weszła mu w słowo.
- Nie mów, że lepiej żebym nie wiedziała, bo wszyscy powtarzają mi to od śmierci mamy. Lepiej żebyś tam nie szła, lepiej żebyś trzymała się od nas z daleka, lepiej żebyś stąd wyjechała... A ja wiem co jest dla mnie najlepsze.- wyznała szczerze- Ze wszystkich ludzi na świecie myślałam, że ty to zrozumiesz.- westchnęła, gdy zamiast imienia otrzymała tylko głuchą ciszę.
- Haley.- usłyszała po kilku minutach, jednak była tak zamyślona, że na początku nie zrozumiałą o co chodzi.
- Chciałaś znać imię matki Hope. Haley.- wyjaśnił Klaus widząc jej zagubioną minę.
- Aha.- odpowiedziała spokojnie, wręcz obojętnie, chociaż w jej głowie myślisz zaczęły kłębić się jak szalone. Miała tyle pytań. Kiedy? Czemu? Gdzie ona jest teraz? Jednak zamiast tego powiedziała tylko- Dzięki za odpowiedź, doceniam to.- na co Mikaelson jedynie uśmiechnął się blado. Leżeli tak jeszcze przez parę minut, aż Caroline przerwała panującą między nimi ciszę.
- No to złaź z łóżka.- zażartowała (chociaż nie do końca)
- Że co?- zapytał praktycznie śpiący już wampir- Przecież powiedziałaś, że jednak mogę tu spać.
- Nie, powiedziałam, że nie mam siły zciągać cię z łóżka siłą bo jestem zmęczona.- sprostowała szybko
- Jakbyś faktycznie nie chciała ze mną spać to coś byś wymyśliła.- powiedział Klaus i ze zwycięskim oraz lekko rozbawionym uśmieszkiem puścił jej oko. Care zrobiła się bordowa ze złości jednak zamiast wykłócać się jak zwykle, dyplomatycznie mruknęła "Dobranoc" po czym odwróciła się na drugi bok. Kiedy się obudziła był środek dnia, a ona leżała w objęciach Klausa Mikaelsona.

***

- Nie ma takiej opcji.- powiedziała Sheila wyjątkowo opanowanym tonem.
- No ale tylko raz. Ostatni raz. Obiecuję.- błagała brunetka
- Zawarłyśmy umowę, nie mam zamiaru wysyłać cię na drugą stronę po raz kolejny.
- Czy ty nie możesz zrozumieć, że jest jeszcze jedna osoba, którą muszę zobaczyć?- zapytała poirytowana wampirzyca
- A to przypadkiem nie ostatnio miałaś odwiedzić swoją wielką miłość? Nie wyglądasz na osobę, która ma masę przyjaciół.- dogryzła jej wiedźma
- Zdziwiłabyś się.- odfuknęła- Poza tym to nie żadna wielka miłość tylko przyjaciel i to nawet nie jego do końca chcę zobaczyć.- wyjaśniła brunetka na co Sheila zrobiła zdziwioną minę.- No muszę coś sprawdzić, poza tym z niczego nie będę ci się spowiadać. Przenieś mnie tam i tyle.
- A podobno miałam spoczywać w pokoju....- mruknęła poirytowana czarownica i chcąc nie chcąc zaczęła odprawiać magiczny rytuał.

***

- No przestań już się na mnie obrażać. Przecież nikogo nie zamordowałem.- próbował udobruchać Bonnie Kol, chociaż według niego była to najlepsza i najzabawniejsza jednocześnie rzecz jak przytrafiła mu się odkąd umarł.
- Zabiłeś.- powiedziała całkowicie poważna wiedźma, a Kol tylko uniósł pytająco brew.- Mój honor i poczucie godności zabiłeś!- wykrzyknęła, przez co jakaś grupka nastolatków siedzących na ławce w parku spojrzała na nią jak na wariatkę. Bądź co bądź według nich Bonnie kłóciła się z powietrzem...
- Nie drzyj się bo cię jeszcze gdzieś zamkną.-zażartował Mikaelson- Poza tym ja cię tylko zaprosiłem na randkę.- dodał z miną niewiniątka
- A ja musiałam się zgodzić.- powiedziała oburzona tym faktem Bennett
- Nic nie musiałaś.- bronił się Kol
- Musiałam!- zaczęła głośno, jednak po chwili ściszyła ton głosu i dodała- Gdybym się nie zgodziła i tak nie wyszedł byś z tej łazienki, a ja nadal leżałabym w wannie.
- Kusząca wizja.- zażartował Mikaelson czym zasłużył sobie na serię miotających ognie spojrzeń.
- Bonnie!- usłyszeli nagle radosny krzyk małej dziewczynki
- Cześć Hope. A gdzie Rebekah i Stefan?- zapytała się Bonnie
- Tam.- powiedziała wskazując w kierunku gdzie dwoje ludzi tarzało się po piknikowym kocu walcząc o telefon.- Ciocia  zrobiła wujkowi Stefanowi zdjęcie i teraz kłócą się czy je skasować czy nie.- wyjaśniła widząc nic nie rozumiejącą minę wiedźmy.
- Jak dzieci.- mruknął Kol z udawaną dezaprobatą dla siostry, a po chwili usłyszał śmiech dochodzący zza jego pleców. Tyle, że to nie był śmiech Bonnie.
- Pamiętasz mnie jeszcze?- zapytała brunetka, gdy ten odwrócił się w jej stronę, a na jego twarzy pojawiło się kompletne zdziwienie.
- Co ty tu robisz?- zapytał zszokowany
- Jestem martwa, ty też. A teraz mów jak Sheila Bennett utrzymuje cię po tej stronie.- powiedziała bezpośrednio, a po jej minie widać było, że to wcale nie jest prośba.


~~~~~~~~~~~~~
Witamy, witamy :)
Tak jak obiecałyśmy, punktualnie w piątek dodajemy rozdział :D To chyba pierwszy od dawna czas, gdy robimy to w terminie... W każdym razie mamy nadzieję, że ktoś z was przeczyta go w tym niemiłosiernym gorącu, bo szczerze mówiąc my umieramy :/ Ale...Jeżeli już zbierzecie się w sobie i zajrzycie na naszego bloga to mamy nadzieję, że napiszecie jakiś komentarz, abyśmy wiedziały że nasza praca w pocie czoła (dosłownie) nie poszła na marne ;)
Pozdrawiamy
Mar&Yacker ;**

7 komentarzy:

  1. Cudo !
    Stebekha i Klaroline najlepsze <3
    Przepraszam że taki krótki komentarz ale dosłownie umieram z gorąca
    Czekam na następny :*
    Buziaki<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, Hope odziedziczyła po ojcu wgryzanie się w kanapki jak on w ludzkie tętnice! Konkretny był ten tekst, uwielbiam, hahah :D Co do Care i Klausa - wiedziałam, że tak się skończy i normalnie moje oczy były tak szczęśliwe, jak czytały tę końcówkę, że hoho <3
    No i rozmowa Kola i Bonnie - mistrzostwo! Kol, jakiego uwielbiam <3 Swoją drogą mojego kotka nazwałam Kol.
    Czekam, aż się okaże, kto obserwował Hope i Stefana, i Rebekah'ę. I kim jest koleżanka Kola? Aw, tyle niedopowiedzeń! Czekam niecierpliwie! :)

    Życzę dużo weny :*

    [ blondwlosa-zagadka ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Klaroline - jak czytałam ich scenkę to przez cały czas uśmiech nie schodził mi z twarzy , zresztą podczas całego rozdziału nie mogłam przestać się uśmiechać - Stebekah, Konnie - no jednym słowem MISTRZOSTWO ! <3
    Oby tak dalej :*
    Życzę duuuużo weny oraz z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały co mam nadzieję pojawią się niedługo ! <3
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nie muszę pisać jak bardzo kocham Kola i Bonnie <3
    A jednak napiszę, BOŻE KOCHAM ICH!!!!!! I nie ma w tym ani grama przesady, ironii tym bardziej ani czegokolwiek w tym stylu, ja ich kocham szczerą do bólu miłością i jak czytam ich scenki to aż mnie twarz boli od uśmiechu ( ostatnio nawet mi telefon spadł z wrażenia i mery chyba pamięta ten moment ). Po prostu mniammmmm...
    Zdziwiło mnie jednak to jak rzadko w tym rozdziale pojawiali się Kaus i Caro, a szkoda bo uwielbiam ich dyskusję na temat "jak to oni nawzajem się wkurzają" oraz inne równie ciekawe tematy.
    Ale tak ogółem to jestem mile zaskoczona i oby częściej i oby więcej.

    PS Wkręciłam się w to jak śrubka w drewno Mery i marne szanse na to iż zaprzestaniesz dalszemu działaniu wkrętarki. Buhahaha..


    Sama wiesz kto ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie shippowałam Bonnie i Kol'a, ale chyba zacznę. Są świetni, te ich teksty, dyskusje i kłótnie to jedno z najciekawszych wątków. Natomiast i tak przebiło ich Klaroline. Wiedziałam, że to tak się skończy, no po prostu wiedziałam. Oni są genialni z sami siebie. Wygodnie tam w ramionach Klausa? Stefan i Rebekah są strasznie słodcy, aż za słodcy jak dla mnie. Różowy kask i rowerek zawsze są świetne! Hah. Hope też jest genialna, chociaż nie lubię serialowej dziecinki. Świetnie się spisałyście dziewczyny pisząc ten rozdział, doskonale wiecie, że się opłacało w pocie czoła :D Pozdrawiam i życzę weny, kochane! :*
    xoxo, elose

    OdpowiedzUsuń
  6. Zacznę od tego, że bardzo spodobała mi się tu relacja Klaroline i w końcu razem spali xD Tylko trochę trzymacie ich na dystans? Ale jak dla mnie jest to w porządku, chociaż mogłoby się zadziać między nimi więcej, oj mogło :) Ale do rzeczy...moje serce w tym rozdziale podbił Kennet :D Kocham Kola w TVD, ale u Was to jest on po prostu zajebisty :D Przez duże 'Z' xD Nie shippowałam Bon Bon i Kola razem, ale naprawdę zacznę. Zawsze byłam Beremy, ale gdy to czytam to już nawet zapominał kim był Jeremy haha xD Relacja Stebekhi też jest taka słodka <333 Podoba mi się to! Haha Stefan w różowym kasku :O Rozbroiło mnie to xD Hmm...ciekawe kto ich tam śledził? Pozdrawiam i oby tak dalej :*
    PS. jutro rozdział u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze świetny. I jak zawsze to zaskoczenie Caroline na wieść o czymś co dotyczy Hope jak teraz na wieść o jej matce a na początku wogle o jej istnieniu i , że jest córką Klausa. Mam nadzieje , że między Caroline a Klausem coś zaiskrzy więcej i w końcu coś między nimi dojdzie. Dużo weny i braku upałów.

    OdpowiedzUsuń